Chat with us, powered by LiveChat
×Drogi Użytkowniku, przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (scrollowanie, zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem) bez zmian ustawień w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystasz tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie Twoich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze Ciebie z serwisów internetowych Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach analitycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Jeżeli nie wyrażasz zgody na używanie przez nas cookies powinieneś zablokować ich zapisywanie na swoim urządzeniu zmieniając ustawienia swojej przeglądarki lub opuścić tę stronę. Aby uzyskać więcej informacji na temat plików cookies i przetwarzania danych osobowych, zapoznaj się z naszą polityką prywatności i zasadami dotyczącymi plików cookies.

Inwestycja w Baltic Pipe. Uwaga na wyjątkowo bezczelną „ofertę”

Skomentuj artykuł

Reklamy namawiające do podejrzanie atrakcyjnych inwestycji to nie nowość. Ta zachęcająca do zainwestowania w Baltic Pipe jest wyjątkowo bezczelna.

 

Nim przejdę do rzeczy, pozwolę sobie na krótki wstęp. Nie mam wątpliwości, że 99,99999% czytających ten tekst nigdy nie dałaby się „złowić” na ofertę przedstawioną w tym artykule lub jej podobną. Ba, większość z pewnością nie klika już w takie głupoty lub posiada wtyczki blokujące reklamy.

 

Ja z powodów zawodowych takich wtyczek nie mam, więc często klikam, żeby sprawdzać, jakie chwyty stosują oszuści (oraz nieco przepalić ich budżety reklamowe – w końcu sam się na ich przynętę też nie złapię). Tym razem postanowiłem dodatkowo sprawę opisać. Bardziej doświadczeni inwestorzy mogą więc przekonać się, jak „łowi się” tych, którzy o inwestowaniu wiedzy nie mają.

 

 

Jeśli chociaż jedną osobę ten artykuł uchroni przed stratą pieniędzy, to będzie oznaczało, że warto było go napisać.

Inwestowanie w Baltic Pipe

Od kilkunastu miesięcy ropa i gaz budzą ogromne emocje wśród Polaków. Dotychczasowy wzrost cen oraz niepewna perspektywa ich kształtowania się w przyszłości, sprawiły, że o rurociągach, magazynach i tankowcach rozmawiają nie tylko eksperci. Na tym zainteresowaniu zarobić chce wiele nieuczciwych osób, które żerują na niskiej wiedzy ekonomicznej i inwestycyjnej wielu Polaków.

 

Na reklamę zachęcającą do inwestycji w Baltic Pipe trafiłem z jednego z serwisów o tematyce inwestycyjnej. Mój wzrok przyjął wizerunek Piotra Woźniaka (były minister gospodarki, były prezes PGNiG) wraz z absurdalnie wysokimi wyliczeniami dotyczącymi wysokości inwestycji oraz dochodu, który ma ona generować. Jak się okazało, dalej było jeszcze gorzej.

 

 

Kliknięcie w reklamę przenosi na stronę o dziwnie brzmiącym adresie, ze słowem „invest” w nazwie oraz końcówką .pro. Adresu celowo nie podaję, nie wiem też jak długo będzie aktywny. Pełen ogląd sprawy można wyrobić sobie na podstawie poniższego opisu oraz zrzutów ekranu (całą stronę w formacie .jpg wyświetlić można klikając w ten link).

 

[Aktualizacja] Strona już nie dziąła, zamiast tego wyświetla się komunikat w języku rosyjskim. Tego typu oszustwa często zmieniają jednak domeny, więc niewykluczone, że podobne reklamy kierują już na inny adres.

Jak zarobić na Baltic Pipe

Centralną część strony zajmuje okno odtwarzacza z filmem trwającym 2,5 minuty. Składa się z ładnych ujęć, którym towarzyszy głos lektora oraz napisy w języku polskim (lub podobnym, o tym nieco dalej). Liczba nieprawd, która została w nim zawarta jest imponująca. Prześledźmy je punkt po punkcie.

 

Zauważyliście jak w ciągu ostatnich kilku miesięcy wzrosły ceny gazu, paliwa i innych surowców? To efekt odrzucenia oleju agresora. Porzucając rosyjskie zasoby, uczyniliśmy świat bezpieczniejszym miejscem. Co się jednak z nami stanie?

 

Żaden Polak nie użyje sformułowania „odrzucenie oleju agresora”. Z kilometra czuć użycie translatora i/lub kogoś, kto niezbyt dobrze zna polski faktycznie używany między Odrą i Bugiem.

 

Cyrylicą pachnie mi też font użyty do napisów. Niektóre litery nie przypominają łacińskich, zaś litery polskiego alfabetu wyraźnie odbiegają krojem od innych.

 

 

Jakby spodziewając się takiego wyniku wydarzeń, nasz kraj wystąpił jako partner w układaniu gazociągu, który ogrzeje całą Europę.

 

Owszem, Polska jest partnerem uczestniczącym w budowie systemu gazociągów Baltic Pipe. Mówienie, że ogrzeje on całą Europę jest zdecydowanie na wyrost. Nawet maksymalna przepustowość 10 mld m³ rocznie oznacza, że Baltic Pipe zapewni jedynie część gazu zużywanego w naszym kraju (w 2021 r. było to 20 mld m3, w 2022 r. będzie wyraźnie niższe).

 

Wyobraźcie sobie: dziesiątki tysięcy kilometrów gazociągu, miliony metrów sześciennych gazu. To setki milionów euro w budżecie. To jeden ze sposobów radzenia sobie z zaistniałym kryzysem.

 

Dziesiątki tysięcy kilometrów gazociągu to też grube przegięcie. Baltic Pipe ma długość 900 kilometrów. Mierzenie przestrzeni w tysiącach kilometrów to też coś, czego w Europie raczej się nie robi.

 

Ale co nam to daje? Stając się partnerem projektu, nasi obywatele zyskali możliwość zarabiania na tym gazie. To miliony euro obrotu, a część z tych milionów będzie twoja.

 

Ten wątek będzie rozwinięty w jednej z kolejnych wypowiedzi.

 

Inwestorzy powiedzą, że aby zdobyć miliony, trzeba zainwestować miliony. Światowej sławy inwestor George Soras powiedział: aby uzyskać dziesiątki tysięcy wystarczy kilkaset. Nie chodzi więc o miliony inwestycji, ale o projekt mikroinwestycji.

 

Po pierwsze, literówka w nazwisku George’a Sorosa (i to powtórzona, więc to nie przypadek). Po drugie, Soros nigdy niczego takiego nie powiedział.

 

 

Możesz kupić akcje spółki za dowolną dogodną kwotę. Powiedzmy, że kupiłeś za kwotę 250 euro, za kilka dni na koncie będzie 470 euro, za tydzień kwota wzrośnie do 3290 euro, a za miesiąc okaże się, że będzie to 9870 euro. Całkowite zarobki za rok wyniosą 118 440 euro.

 

Dochodzimy do sedna. 250 euro w kilka dni ma urosnąć o 88%, do 420 euro. W ciągu tygodnia wzrost ma wynieść 1216%, w ciągu miesiąca 3848%, a w ciągu roku 47 276%.

 

W ciągu dwóch dni spłacasz swoją inwestycję i osiągasz zysk jako udziałowiec firmy.

 

Z 250 euro w ciągu 2 dni ma zrobić się 500 euro. Dalej mamy zarabiać już „na czysto”, a na koniec roku zysk wyniesie blisko 120 tys. euro. Skoro tak, to zainwestowanie 2500 euro zrobi z nas eurowych milionerów w ciągu 12 miesięcy.

 

Przyznam, że to właśnie absurdalnie wysokie oferowane stopy zwrotu skłoniły mnie do napisania tego artykułu. Owszem, dla większości brzmią pewnie aż zbyt atrakcyjnie i z tego powodu odrzucą tę „ofertę”. Bywa jednak, że chciwość przesłania umysł, a to w połączeniu z niskim poziomem wiedzy może skutkować podjęciem złej decyzji.

 

Teraz projekt jest ukończony w 50% i z każdym dniem odsetek ten rośnie. Im bliżej zakończenia projektu, im droższe akcje, tym większy zysk.

 

Kolejne kuriozum. Po pierwsze, Baltic Pipe to nie spółka akcyjna, której akcje są publicznie dostępne. Notowaną na giełdzie spółką akcyjną nie jest nawet Gaz-System, który reprezentuje w tym przedsięwzięciu Polskę (100% udziałów kontroluje Skarb Państwa).

 

Po drugie, logika dotycząca tego, że im bliżej zakończenia projektu, tym akcje są droższe, też jest mocno pokrętna. Jedno z drugim wcale nie musiałoby mieć wiele wspólnego

 

🟢 Zobacz też: Co wpływa na zmianę cen akcji? Wzrost i spadek zależą od wielu czynników

 

Zaczniesz otrzymywać dziesiątki, setki tysięcy euro miesięcznie ze sprzedaży tego gazu do krajów europejskich. Nie chodzi tu o wszystkich Polaków, a tylko o tych, którzy zarejestrują się w projekcie Baltic Pipe.

 

Kolejny fałsz, tym razem w otoczeniu informacji, że korzyści popłyną tylko do wybranych.

 

Jest to korzystne z kilku powodów: Będziesz mógł otrzymać dobrą poduszkę finansową, na której bez problemu będziesz mógł mieszkać, podróżować, kupować samochody, domy, utrzymywać krewnych i przyjaciół.

 

Następna sztuczka. Nawet gdyby akcje Baltic Pipe faktycznie istniały i można byłoby w nie zainwestować, to z całą pewnością w pojedynkę nie stanowiłyby instrumentu, z którego można zbudować poduszkę finansową chroniącą nas przed inflacją, a co dopiero generującą zysk pozwalający na realizację marzeń. Marzeń skądinąd pięknych, na których pragnieniu realizacji żerują autorzy opisywanej tu inicjatywy.

 

 

Po drugie, będziesz wiedział na pewno, że nie pracujesz dla kogoś za pieniądze, ale oni pracują dla Ciebie. Twój kapitał pomnoży się wielokrotnie.

 

Dwa slogany, zupełnie nie na miejscu. Osiągnięcie zysku pasywnego pozwalającego porzucić pracę, to odległa droga, szczególnie gdy dysponuje się niewielką kwotą. Powyższa obietnica jest na poziomie zapewnień, że w ciągu tygodnia można bez wysiłku zrzucić 25 kg jedząc cudowne specyfiki.

 

Wypełniając formularz rejestracyjny na oficjalnej stronie, Specjaliści Baltic Pipe zrobią dla Ciebie wszystko w trybie telefonicznym. Będziesz musiał tylko obserwować wzrost swoich zysków. Ten wzrost jest jak licznik gazu w zimie, który nakręca konto, tyle że to już jest konto Twojego zysku.

 

Na koniec jeszcze kolejna garść kłamstw o wielkich zyskach oraz zachęta do kontaktu telefonicznego. Zamieszczone pod filmem zdjęcia i sylwetki zwykłych ludzi, którzy rzekomo zainwestowali w Baltic Pipe, dodatkowo nakłaniają do kontaktu.

 

Jak zainwestować w Baltic Pipe?

Odpowiedź na powyższe pytanie jest prosta: nie da się zainwestować w akcje Baltic Pipe. Wszelkie oferty twierdzące, że jest to możliwe, należy z góry traktować jako potencjalne oszustwo. Opisywana powyżej oferta nie jest jedynym tego typu przykładem: podobną sprawę opisywał serwis demagog.org.pl, ostrzeżenie na swojej stronie zamieścił Krakowski Bank Spółdzielczy.

 

Instrumentem finansowym pozwalajacym na zarabianie na obecnej sytuacji na rynku surowców energetycznych mogą być kontrakty CFD na ropę i gaz ziemny. Są to jednak ryzykowne instrumenty finansowe, w które inwestować należy jedynie posiadając odpowiednią wiedzę oraz licząc się z możliwością utraty wszystkich pieniędzy (lub nawet strat przewyszających pierwotne saldo). Kontrakty CFD nie są instrumentem przeznaczony do stopniowego odkładania np. na emeryturę czy czarną godzinę oraz nie służą do generowania dochodu pasywnego.

 

Do budowy bezpiecznej części naszego portfela inwestycyjnego służą inne instrumenty. Więcej na ten temat przeczytasz w artykułach:

 

 

 

 

Autor artykułu

 

Michał Żuławiński, redaktor SII Michał Żuławiński, redaktor SII

W latach 2012-2021 związany z redakcją Bankier.pl, w której odpowiadał za obszar Rynki. Od 2022 r. redaktor w Stowarzyszeniu Inwestorów Indywidualnych. Autor licznych artykułów i analiz dotyczących głównie rynków finansowych, gospodarki oraz działalności banków centralnych. Laureat nagrody specjalnej NBP w konkursie dla dziennikarzy ekonomicznych im. Władysława Grabskiego.

Zwiększenie konkurencyjności działalności Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych poprzez wdrożenie oprogramowania do obsługi subskrypcji

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych realizuje projekt "Zwiększenie konkurencyjności działalności Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych poprzez wdrożenie oprogramowania do obsługi subskrypcji" współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Funduszy Europejskich w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Sfinansowano w ramach reakcji Unii na pandemię COVID-19. Więcej informacji o projekcie