Chat with us, powered by LiveChat
×Drogi Użytkowniku, przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (scrollowanie, zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem) bez zmian ustawień w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystasz tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie Twoich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze Ciebie z serwisów internetowych Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach analitycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Jeżeli nie wyrażasz zgody na używanie przez nas cookies powinieneś zablokować ich zapisywanie na swoim urządzeniu zmieniając ustawienia swojej przeglądarki lub opuścić tę stronę. Aby uzyskać więcej informacji na temat plików cookies i przetwarzania danych osobowych, zapoznaj się z naszą polityką prywatności i zasadami dotyczącymi plików cookies.

Czym jest SII?

Kluczowe czynniki sukcesu spółek biotechnologicznych. Ludzie to podstawa (cz. 1/5)

© Production Perig - stock.adobe.com

Inwestorzy nie od dzisiaj marzą o tym, aby kupić spółkę za 10 tys. zł i po kilku latach zostać milionerem. Często widzą taką szansę w spółkach biotechnologicznych, które czasami potrafią po ogłoszeniu dobrej informacji w kilka dni urosnąć o kilkadziesiąt czy nawet więcej procent.

 


Artykuł ten stanowi część cyklu edukacyjnego (bezpłatnego dla członków SII)
Jak samodzielnie analizować spółki biotechnologiczne?

 

  1. Kluczowe czynniki sukcesu spółek biotechnologicznych. Ludzie to podstawa (cz. 1)
  2. Ocena produktu i rynku wyzwaniem, a zarazem kluczowym elementem analizy firm biotechnologicznych (cz. 2)
  3. Realizacja harmonogramu i bieżący kontakt ze spółką integralnym elementem monitoringu inwestycji (cz. 3) biotechnologicznych
  4. Sprawozdania finansowe firm biotechnologicznych – jak je czytać i na co zwrócić uwagę? (cz. 4)
  5. Procedury prawne oraz d i s w analizie biotechów (cz. 5)

 

Dowiedz się więcej o cyklu

 


 

Biotechnologia to trudna branża, ale czy to oznacza, że jako drobni inwestorzy (mówiąc wprost płotki w tym oceanie pełnym rekinów finansjery) mamy się poddać bez walki? Czy jesteśmy skazani tylko na poleganiu na informacjach i rekomendacjach od biur maklerskich? Niniejszym wpisem postaram się obalić mit, że jesteśmy w tej walce bez szans.

 

Artykuł ten i jego kolejne części stanowią rozszerzenie mojego wykładu z zeszłorocznego WallStreet 24 on-line „INDYWIDUALNY BIOTECH NA GPW”. Jego celem jest wskazanie rzeczy na które warto zwracać uwagę przy analizie spółek biotechnologicznych właśnie z punktu widzenia inwestora indywidualnego. Pierwsza myśl, która przychodzi nam do głowy – to jest zbyt trudne, nie mamy fachowej, specyficznej wiedzy, dostępu do informacji, branżowych płatnych portali, etc. Po prostu szkoda czasu się tym zajmować , lepiej zagrajmy w ruletkę albo kupmy jakiś fundusz (przy okazji płacąc sowite prowizje lub koszty zarządzania zaszyte w wycenie jednostki) lub nisko-kosztowy ETF na spółki biotechnologiczne.


Jeśli chodzi o inwestowanie pasywne, to pełna zgoda, że dla sporej części uczestników rynku kapitałowego będzie to odpowiednia ścieżka. Pamiętać jednak należy, że również powinno się zrozumieć w jakie aktywa inwestujemy. Zbadać jaki jest cel danego funduszu/ETF-u, w jakie konkretne aktywa inwestuje, jakie ryzyka na siebie bierzemy (nie tylko walutowe, ale także zmienności, wypłacalności, dowolności w kontekście celu inwestycyjnego i wiele innych). Tak więc może się okazać, że prawidłowa analiza również będzie dość czasochłonna, a opłaty przy systematycznych aczkolwiek niewielkich inwestycjach wcale nie będą bez znaczenia.


Może więc warto poświęcić trochę czasu i nauki na to, aby zrozumieć świat biotechnologii, ryzyka ale i szanse przed nim stojące? W końcu jak mawiają starzy „giełdowi górale” możemy tylko stracić 100 procent zainwestowanego kapitału, a zyski w zasadzie są nieograniczone 😊. Kto ma wątpliwości niech przeanalizuje dokładnie przypadek Selvity na polskiej giełdzie i ile można było zarobić na akcjach tej spółki trzymając je od początku giełdowej (wtedy jeszcze na rynku NC) przygody.

 

Poniżej wykresy notowań Revu Therapeutics. Zaręczam, że stopa zwrotu (10 letnia – taką historię ma spółka) jest więcej niż godziwa. Dodam jako inwestycyjny tip, że warto również wziąć pod uwagę notowania Selvity (w październiku 2019 roku nastąpił podział na dwie spółki: Selvita oraz Ryvu Therapeutics). I tutaj pierwsza rada, proszę mi nie wierzyć – a sprawdzić i policzyć samemu. Na rynku należy ufać tylko i wyłącznie sobie – to w końcu własne pieniądze tutaj inwestujemy i komuś je powierzamy.

 

Źródło: Stockwatch

 

Nie możemy oczywiście popadać w paranoję i traktować tego zalecenia w 100% dosłownie. Inaczej trudno by było np. dokonać zakupu akcji nie wierząc, że biuro maklerskie wykona nasze zlecenie i makler nie ucieknie z naszymi pieniędzmi. Warto jednak czasami sprawdzić, czy informacje i inne prawdy głoszone prze tzw. „guru rynkowych” są zgodne z dostępnymi rzeczywistymi danymi, a ich interpretacja nie jest po prostu wybiórcza. Wracając do przykładu Selvity uczciwie trzeba także zadać pytanie: ile osób w praktyce było w stanie wytrzymać tak długi okres czasu nie sprzedając akcji spółki zarówno przy euforii jak i strachu. Ale to już trochę zagadnienie dotykające psychologii na giełdzie.


Jasno informuję i ostrzegam, że artykuł ten dotyczy podejścia do inwestowania w spółki biotechnologiczne w ujęciu długoterminowym. Nie do końca jest tutaj zaprezentowana zasada typu „kup i zapomnij”, ale ma być to z założenia inwestycja w dłuższym okresie czasu, o ile oczywiście spółka rozwija się zgodnie z planem. Można mieć wiele innych pomysłów i strategii inwestycyjnych jak np. gra pod newsy (tych w biotechach często nie jest wiele, ale mogą wywoływać istotne ruchy cenowe), spodziewanie wydarzenia typu możliwe zakończenie kolejnej fazy badań klinicznych, pozyskanie istotnego dofinansowania, wejście inwestora i np. strategia typu „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”. Nie o tym będzie jednak mój wpis.

Po tym nieco przydługim, aczkolwiek w mojej opinii, koniecznym wstępie przejdźmy już do konkretów. Osobiście analizując spółki biotechnologiczne i podejmując decyzję o inwestycji, patrzę na 6 poniższych czynników, które biorę pod uwagę. Każdy z nich staram się zgłębić dość dokładnie oraz ocenić w kontekście plusów oraz szans, ale również minusów i ryzyk. Kolejność ich nie jest do końca przypadkowa czy bez znaczenia. Nie odważyłbym się jednak postawić tezy, że pierwszy czynnik jest zawsze najważniejszy, a ten ostatni prawie bez znaczenia. W konkretnym przypadku może być zupełnie inaczej.

 

Źródło: Opracowanie własne

 

Tutaj pierwsze zastrzeżenie – powyżej napisałem o 6 czynnikach, a na powyższym slajdzie mamy siedem. I nie jest to pomyłka, ponieważ ostatni z nich jest w sumie efektem końcowym pracy wykonanej przy analizie pierwszych sześciu.

Bardzo ważny czynnik ludzki

Zacznijmy więc od analizy najważniejszego kluczowego czynnika sukcesu jakim są w moim odczuciu ludzie. To dość oczywista oczywistość – to oni w biotechnologii jak i w innych biznesach, decydują zazwyczaj o sukcesie lub porażce. W wypadku analizowanego segmentu ich rola często jest nie do przecenienia – po prostu taki wartość takiego biznesu jest zazwyczaj oparta na specjalistycznym know-how, którego nie da się do końca zapisać w postaci równań matematycznych czy formułek chemicznych.


Założyciele spółki, akcjonariusze, zarząd i komitet naukowy w biotechach często będą podstawowym aktywem spółki. Proszę pamiętać, że większość krajowych spółek z tego sektora jeszcze nic nie skomercjalizowała (sprzedała) i dopiero znajduje się na wcześniejszym lub późniejszym (raczej to pierwsze) etapie różnego typu badań naukowych. Stąd też nie możemy bazować na historii wyników, a często ocena pomysłu na biznes jest szalenie trudna – nie tylko dla nas inwestorów indywidualnych, ale również analityków z biur maklerskich czy funduszy inwestycyjnych. Zresztą nawet specjaliści (naukowcy) z danej dziedziny też nie muszą być w lepszej sytuacji. Oczywiście mają wiedzę z danej dziedziny, ale nie znają szczegółów proponowanych przez spółkę rozwiązań i nie wiedzą czy dany lek czy urządzenie medyczne odniesie sukces i czy w ogóle uda się je wytworzyć bądź skonstruować. Nie wiedzą tego również czasami ludzie z wewnątrz firmy – to po prostu często są badania naukowe, a mówiąc wprost wręcz eksperymenty naukowe. A już samo słowo eksperyment wskazuje na to, ze coś się może nie udać i wręcz często taki eksperyment będzie kończył się porażką. Taka jest po prostu natura badań i odkrywania rzeczy dotąd nieznanych.


Dlaczego tak długo się rozwodzę na temat ryzyka nieudanego projektu omawiając kluczowy czynnik sukcesu jakim są ludzie? Odpowiedź jest prosta – ponieważ ich dotychczasowa kariera naukowa, ale również biznesowa i reputacja oraz etyka będą dla nas, a przynajmniej powinny być, kluczowe w ocenie prawdopodobieństwa szans zakończenia danego projektu sukcesem.

Historia prawdę Ci powie

Stąd też pierwsza rada – prześwietlmy historię założycieli, zarządu i dotychczasowych akcjonariuszy. Zobaczmy gdzie pracowali, co robili, czy rzeczywiście mieli istotne sukcesy na swoim polu działalności. Sama fajna prezentacja w Powerpoincie to za mało – jeśli założyciele, akcjonariusze czy zarząd wcześniej nie odnosił sukcesów biznesowych czy nie był znany w swojej dziedzinie to warto się zastanowić dlaczego ma im się udać teraz? Oczywiście można podać przykłady przeczące tej tezie. Choćby Paweł Przewięźlikowski oraz Bogdan Świeczkowski założyciele Selvity pracowali wcześniej w IT. Wydawałoby się, że to dość daleka droga do biotechnologii. Kto jednak poświęci trochę czasu i przestudiuje wywiady z nimi, gdzie tłumaczą powody dla których zdecydowali się wejść w biotechnologię zrozumie, że była to głęboko przemyślana decyzja, a za nimi stało chociażby doświadczenie i sukcesy w poprzednich biznesach. To jest też dowód na to, że założycielami spółki biotechnologicznej niekoniecznie muszą być ludzie ze świata nauki – choć oczywiście często tak bywa i może to ułatwić wejście w taki biznes.


Osoby zarządzające warto aby były skupione tylko i wyłącznie na pracy w danej firmie, a nie kilku czy kilkunastu spółkach. To już jest raczej rola inwestorów czy wręcz funduszy. Natomiast zarząd ma wkładać 100 proc. swojego wysiłku nad tym, aby dana spółka odniosła sukces, a nie np. inwestować dodatkowo w budowę osiedla domków jednorodzinnych. Fokus na projektach naukowych, pozyskiwaniu finansowania, negocjowaniu komercjalizacji swoich projektów właśnie tego oczekujemy od zarządów, które przecież mają za zadanie również budowanie wartości danego przedsiębiorstwa.

Uczciwość i etyka zarządzających

Druga kwestia to pisząc wprost uczciwość i etyka osób zarządzających spółką. Proszę pamiętać o bardzo dużej asymetrii informacyjnej pomiędzy osobami z wewnątrz spółki, a inwestorami. W wypadku omawianego sektora ta asymetria jest jeszcze większa niż w standardowych spółkach, powiedzmy produkcyjnych czy handlowych. Często w biotechnologii nie mamy długo możliwości weryfikacji informacji płynących od kierownictwa, stąd przekonanie (bazujące na historii i braku negatywnych wydarzeń) o ich wewnętrznej uczciwości i podejściu fair będzie dla nas istotne. Niestety tutaj nie ma drogi na skróty – trzeba tych ludzi sprawdzić w internecie, ich dotychczasowe sukcesy i porażki, o ile to możliwe spotkać się z nimi twarzą w twarz, poobserwować zachowania na webinarach, czy konferencjach inwestorskich. Powinniśmy zrobić dość dużo, tyle ile możliwe, aby być przekonanym co do uczciwości i wewnętrznej moralności osób zarządzających spółką. Zadajmy sobie pytanie - czy chcemy robić interesy z ludźmi, którzy naginają fakty, manipulują czy też obiecują szczepionki bądź leki mające zabić Covid nie mając na to zasobów i środków? To chyba jest pytanie retoryczne. Warto również sprawdzić wstecz (o ile spółka już jest notowana na rynku) czy kurs i obroty nie zachowywały się dziwnie przed ogłoszeniem ważnych informacji – zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Czy insiderzy nie sprzedawali kupowali akcji dziwnym trafem tuż przed cenotwórczą informacją, a informacje nie trafiały jakimś dziwnym przypadkiem do dużych graczy, którzy nagle zmniejszali lub zwiększali swoje zaangażowanie? To wszystko może (nie musi!) pokazać pewną szczelność spółki i jej uczciwe podejście w stosunku do wszystkich inwestorów.


Warto też sprawdzić jak ludzie, których dokonania analizujemy zachowali się w sytuacji kryzysowej, np. konieczności zaniechania prac nad danym projektem czy podania informacji o zakończenie bez sukcesu negocjacji z istotnym partnerem biznesowym. Czy zakomunikowali taką informację w momencie, w którym powinni, czy też zwlekali roztaczając przed inwestorami miraże o sukcesie projektu (licząc np. na pozyskanie kolejnej rundy finansowania), a fiasko prac wymusił audytor wskazujący na ryzyka w swoim raporcie? Warto o tym pamiętać, że szybka decyzja o zaprzestaniu prac nad nierokującym projektem jest w tym biznesie (w innych zresztą również) często dobrą wiadomością. Oczywiście w krótkim okresie kurs może dość solidnie oberwać. Natomiast, jeśli spółka ma ciekawy pipeline innych pomysłów, to zaprzestanie prac nad słabym projektem pozwoli skupić siły i środki nad tymi, które po prostu bardziej rokują. Pchanie projektu, który ma istotne wady i małe szanse powodzenia jest de facto drogą donikąd i często łudzeniem się, że skoro już tyle przeszliśmy to żal zamykać ten projekt. A proszę pamiętać, że biotechnologia to np. odkrywanie nowych leków takich, które leczą choroby dotychczas niewyleczalne lub leków, które są lepsze od dotychczasowych obecnych na rynku. A skoro mają być lepsze to zazwyczaj istotne wady odkrywane w trakcie mogą przekreśli szanse na odniesienie również komercyjnego sukcesu takiego projektu.

Jakość kadry naukowej

Myśląc o ludziach nie powinniśmy się skupiać tylko i wyłącznie na kierownictwie i głównych akcjonariuszach (przy okazji często mogą to być te same osoby), którzy są oczywiście bardzo ważni. Nie powinnśmy także zapominać o zapleczu naukowym. Mam tutaj na myśli kadrę naukową średniego szczebla, która przecież w dużej mierze merytorycznie prowadzi większość projektów. Tak naprawdę to zazwyczaj nie CEO (prezes czy dyrektor zarządzający) dzień w dzień siada w laboratorium i dokonuje analiz kolejnych próbek kandydatów na kandydata na lek 😊 czy udoskonala prototyp danego urządzenia medycznego. Tutaj niewątpliwie ciekawą informacją jest ilość zatrudnianych osób merytorycznych pracujących w spółce, również tych z istotnymi (np. doktorat) tytułami naukowymi. To z jednej strony jasno pokazuje poważne podejście spółki do swoich badań i projektów, z drugiej pozwala zweryfikować szacunkowe koszty utrzymania takiego zespołu. W końcu w początkowej (i nie tylko) fazie rozwoju spółki biotechnologicznej koszty wynagrodzeń są najistotniejszym rodzajem ponoszonych wydatków.

„Zaplecze” także jest ważne

Na sam koniec analizy punktu pierwszego nie należy również zapominać o ludziach z tzw. back office np. o osobach odpowiadających za finanse. Często spółki na początkowym etapie działalności nie mają takiej osoby z wystarczającym doświadczeniem. Jest to zazwyczaj zrozumiałe, ponieważ na zatrudnianie bardzo wykwalifikowanych osób trzeba mieć po prostu pieniądze oraz rozpoznawalność na rynku. To wszystko przychodzi z czasem. Warto jednak pamiętać (i sprawdzić czy zarząd przywiązuje do tego wystarczającą wagę), że osoby tego typu będą na pewnym etapie rozwoju firmy wręcz niezbędne. W końcu ktoś będzie musiał wspomóc zarząd w profesjonalnych negocjacjach np. z tzw. Big Pharma i wtedy wcześniejsze doświadczenie takiej osoby może być bezcenne. Choćby po prostu po to, aby nie zostać ogranym przez zawodowych wyjadaczy z drugiej strony i przepuścić jakieś wątpliwe zapisy w umowach, które mogą w spółkę uderzyć rykoszetem. Oczywiście większość z nich i tak będzie analizowana przez wyspecjalizowanych doradców prawnych czy podatkowych, ale też trzeba umieć ich wybrać, podpisać korzystne dla spółki umowy czy zarządzać współpracą z nimi. Przykład dyrektora finansowego to jedno, ale przecież w miarę rozrostu organizacji ważni są choćby ludzie od zarządzania jakością, zespołami ludzkimi, ochrony patentowej (o tym jeszcze będzie całkiem sporo) i wielu innych. Podsumowując wraz z rozwojem spółki należy wręcz oczekiwać pozyskiwania specjalistów (różnej maści i zazwyczaj wysokiej klasy), w tym tych z zagranicy. Zresztą ostatnie przypadki (Ryvu, Selvita, ale również Onco Arendi Therapeutics czy Pure Biologics) jasno pokazuję, że rodzime podmioty podążają taką ścieżką.

 


 

Kolejne 4 części cyklu są dostępne bezpłatnie dla członków SII. 

 


 

Przemysław Staniszewski

Inwestor indywidualny z 28 letnim stażem na warszawskiej GPW. Regularnie publikuje analizy fundamentalne spółek na portalu Stockwatch, jak i artykuły dotyczące istotnych spraw z rynku kapitałowego. Absolwent I rocznika specjalności – inwestycje kapitałowe i strategie finansowe przedsiębiorstw na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Ukończone i zdane certyfikaty ACCA oraz CIA. 20 letnie doświadczenie zawodowe w pracy w finansach zarówno wewnątrz (audyt wewnętrzny, kontrolling, zarządzanie finansami) jak i na zewnątrz spółek (audyt zewnętrzny – Big 4) w tym giełdowych. Wyznawca analizy fundamentalnej (co nie znaczy, że cyferek i sprawozdań finansowych) w połączeniu z psychologią oraz siłą relatywną. Zwolennik otwartej komunikacji spółek z inwestorami, corporate governance oraz e-voting. Wyznaje zasadę „białe jest białe, a czarne jest czarne” niezależnie jakich spółek i zarządów to dotyczy.

 


© 2012-2021 Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych zastrzega, iż wszystkie materiały dostępne w serwisie sii.org.pl są objęte ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie, zwielokrotnianie, rozpowszechnianie i inne formy korzystania z materiałów umieszczonych w ww. serwisie wykraczające poza granice dozwolone prawem jest zabronione.