Wczorajszy dzień na globalnym rynku akcji stał ponownie pod znakiem problemów strony popytowej. Jak na razie jednak wciąż należy zakładać, że aktualne schłodzenie ma charakter korekty względem ostatniej zwyżki sprzed około dwóch tygodni. Taki układ stosunkowo najmniej przejrzyście wygląda niestety w przypadku indeksów amerykańskich, które w bardzo sprawny sposób dotarły w bezpośrednie okolice październikowych dołków. Z jednej strony pokazuje to presję sprzedających i rosnące ryzyko wyłamania dołem (zwłaszcza, że w przypadku S&P500 oraz DJIA można mówić o czymś na kształt trójkątów - pro-spadkowa wymowa), ale z drugiej strony dojście w rejon dołków odbyło się silnym ruchem bez żadnej, większej korekty, a zatem na bazie chociażby krótkoterminowego wyprzedania popyt powinien w obecnych okolicach podjąć jakąś walkę. Nieco bezpieczniej wygląda to z kolei na indeksach europejskich, które aktualnie dopiero zbliżają się do okolic połowy poprzedniej zwyżki, a zatem tutaj jak na razie wciąż można zakładać, że popyt kontroluje sytuację.
Aktualnie na rynkach akcji źródłem podaży wciąż pozostaje niezbyt dobra sytuacja surowców, na których utrzymują się podażowe układy. Widać to dość dobrze na ropie, która dopiero co opuściła około 2-tygodniowy układ boczny dołem. Na progu wyłamania stoi obecnie również miedź. Tym zmianom wtóruje także próbujący opuścić dołem 2-tygodniowy układ eurodolar. Jeśli więc na rynkach surowcowych pojawiłaby się teraz nieco bardziej dynamiczna fala spadkowa, czemu wtórowałby umacniający się dolar, wówczas należałoby to ocenić jako spory problem dla giełdowych byków, którym zwłaszcza w przypadku amerykańskich indeksów może być ciężko wówczas utrzymać się nad październikowymi dołkami. Na razie należy zakładać, że popyt podejmie przynajmniej próbę walki w aktualnych rejonach. Jeśli potencjalne odbicie byłoby płytkie i rynek dość szybko znalazłby się ponownie na minimach, wówczas trzeba już będzie weryfikować w dół możliwości kupujących.
W tym kontekście ciekawie wygląda nasz rynek, który z punktu widzenia skali osłabienia nieco lepiej wpisuje się w to, co dzieje się na indeksach europejskich. Także u nas wczorajsze osłabienie doprowadziło do skorygowania około połowy wcześniejszej zwyżki. Oczywiście ostateczny rezultat wczorajszej sesji jest wynikiem tylko i wyłącznie potężnego, fiksingowego zabiegu, za który bykom przyjdzie dziś od rana zapłacić rachunek. Ze względu na te fiksingowe zawirowania ciężko jest więc oceniać poszczególne spółki. Można jednak zakładać, że te papiery, którymi rynek został najmocniej wyciągnięty (AGO, ACP, CEZ, TVN, PBG, PKN) będą dziś od rana pod sporym ostrzałem sprzedających.
Jeśli chodzi o impulsy ze strony danych makroekonomicznych, to pierwsza część tygodnia ich nam niestety nie dostarczyła. Dzisiejszy dzień będzie więc z tego punktu widzenia pierwszym. Jak co tydzień poznamy dane na temat ilości nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych oraz dane o deficycie handlu zagranicznego oraz budżetowym i te odczyty (zwłaszcza dane z rynku pracy) powinny nam ustawić końcówkę europejskiej części handlu).
Podsumowując:
Krótkoterminowe, techniczne wyprzedanie światowych indeksów powinno na obecnym etapie skłaniać do ponownego przejmowania inicjatywy przez kupujących i to właśnie po stylu tego odbicia będzie można wyciągać kolejne wnioski. Jeśli będzie ono silne i prowadzone na wysokich obrotach, wówczas można będzie liczyć na coś więcej, z przyzwoitą końcówką roku włącznie, natomiast jeśli inicjatywa popyt miałaby polegać na bardzo płytkim odbiciu, albo wręcz jedynie zatrzymaniu spadku i kreślenia w aktualnym miejscu ruchu bocznego, wówczas trzeba się liczyć z tym, że to może nie być ostatnie słowo wypowiedziane przez podaż, zwłaszcza w przypadku stojących nad kolejną, potencjalną przepaścią indeksów amerykańskich.
Tomasz Gessner
DM IDMSA