
Indeks Nastrojów Inwestorów jest cotygodniowym badaniem przeprowadzanym przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych pod patronatem serwisu Wyborcza.biz i Gazety Wyborczej.
Mierzy procent inwestorów byków, niedźwiedzi i neutralnych odnośnie kierunku rynku giełdowego przez następne 6 miesięcy.
Członkowie i sympatycy SII mogą oddać cotygodniowo tylko jeden głos.
----------
Wyniki INI z ubiegłych tygodni - Trend na giełdzie przez następne 6 miesięcy będzie:

W badaniu bierze już udział ponad 350 inwestorów tygodniowo! Dziękujemy serdecznie za wszystkie głosy.
----------
Głosuj zalogowany i wygrywaj nagrody!
Każdy oddany głos to 5 punktów SII.
(*przed wzięciem udziału w badaniu należy się zalogować, inaczej głos jest anonimowy)
Jeśli chcesz zamieścić powyższą sondę na swoim serwisie internetowym prosimy o kontakt mailowy - lporebski@sii.org.pl
Wyniki historyczne INI (stan na 17 maja 2012 r.)
----------
W minionym tygodniu opublikowano wiele danych dotyczących polskiej gospodarki. Wszystkie okazały się być gorsze od prognoz. Co gorsza większość z nich ma zdecydowanie negatywny wymiar. Zacznijmy od tych które najbardziej rozczarowały. Produkcja przemysłowa spadła w grudniu o 3,7 proc. wobec poprzedniego miesiąca, a w ujęciu rocznym spadła o 4,4 proc. wobec spadku o 9,2 proc. (po korekcie) w listopadzie. Analitycy spodziewali się, że produkcja przemysłowa w tym okresie spadnie o 3,3 proc. r/r. Spadek wyrównany sezonowo wyniósł 7,4 proc. Spadek produkcji odnotowano w 20 z 29 działów przemysłu. Zatem trudno mówić, że kłopoty mają tylko branże eksportowe, bo słabną też sektory powiązane z nimi. Dla przykładu spadek produkcji metali sięgnął 33,7 proc., samochodów o 21,1 proc. Ale za to zanotowano wzrost produkcji sprzętu RTV o 12,2 proc. i żywności o 6,3 proc. Za pozytywne zaskoczenie możemy uznać dane o produkcji budowlano-montażowej, która wzrosła w grudniu o 48,3 proc. m/m i o 6,1 proc. w ujęciu rocznym. Na wyróżnienie zasługuje też inna wiadomość - ceny produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) w grudniu 2008 roku spadły o 0,5 proc. wobec poprzedniego miesiąca, a w ujęciu rocznym wzrosły o 2,6 proc. Jeśli jesteśmy już przy cenach to inflacja bazowa, czyli inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii, w grudniu wyniosła 2,8 proc. (w listopadzie 2,9 proc.). Przenieśmy się teraz na rynek pracy. Wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosły w grudniu o 5,4 proc. r/r, zamiast zakładanych 6,5 proc., a zatrudnienie wzrosło o 2,3 proc. r/r (oczekiwano 2,6 proc.). Co prawda oba wskaźniki wciąż rosną, ale już znacznie wolniej. Pół roku wcześniej dynamika wynagrodzeń i zatrudnienia była dwa razy wyższa. Niejako podsumowaniem tych wszystkich wiadomości był dane dotyczące koniunktury w Polsce publikowane przez GUS. Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury zanotował w styczniu spadek w większości sektorów. Największy optymizm nadal panuje w branży pośrednictwa finansowego. Wszystkie te dane przybliżają nas do kolejnej obniżki stóp. Zdecydowana większość ekonomistów spodziewa się cięcia o 50 pkt bazowych, choć mało kto wyklucza decyzję o obniżeniu stóp o 75 pkt. Te wiadomości to także zapowiedź dalszego spowolnienia naszej gospodarki, być może nawet wartości ujemnych w kolejnych kwartałach, w których oczekuje się większych zwolnień.
Co nam wywróżą
Ostatnio co raz częściej mamy do czynienia z prognozami dotyczącymi polskiej gospodarki, publikowanymi przez różne instytucje, banki czy agendy rządowe. Postanowiłem kilka z nich wziąć na warsztat. W reakcji na głębszą od przewidywanej recesję w Europie Zachodniej, spadek sprzedaży samochodów i cięcia w produkcji sektora motoryzacyjnego, analitycy JP Morgan skorygowali w dół prognozy PKB dla Polski do 0,0 proc. r/r z poprzedniej 1,5 proc. r/r. Według nich polska gospodarka spełni w tym roku techniczne wymogi recesji, doświadczając spadku PKB przez dwa kwartały z rzędu, ale jako jedyny kraj regionu nie znajdzie się pod kreską. Za głównego „sprawcę” technicznej recesji analitycy JP Morgana uznali spadek eksportu, ale wskazują też na inne źródło spowolnienia gospodarki w 2009 r. - wyhamowanie popytu konsumpcyjnego z powodu trudności kredytowych i pogorszenia sytuacji na rynku pracy, które zaszkodzi dynamice płac. Nienajlepiej nam wróży też Komisja Europejska, choć prognozy dla Polski i tak są lepsze niż dla całej UE. Wzrost unijnego PKB będzie ujemny i ma wynieść -1,8 proc. (-1,9 proc. w strefie euro). Recesja objęła wszystkie duże gospodarki wspólnej waluty i wiele poza nią. Dla nas przewidziany jest spadek wzrostu gospodarczego do 2 proc. w porównaniu z 5 proc. w roku ubiegłym, wzrost bezrobocia i deficyt finansów publicznych w wysokości 3,6 proc. Dwuprocentowy wzrost PKB w Polsce to efekt prognozowanego spowolnienia wzrostu konsumpcji, mimo zachęt w postaci cięć podatku dochodowego, indeksacji emerytur i spadku inflacji. Decydujące będzie jednak pogorszenie sytuacji na rynku pracy - zatrudnienie ma spaść o 0,6 proc. (i o kolejne 0,8 proc. w 2010 r.). Z kolei wzrost polskiego deficytu wynika z prognozowanego spowolnienia konsumpcji gospodarstw domowych, spadku importu i zatrzymania wzrostu płac, a także planowanego wzrostu inwestycji publicznych, którymi rząd chce złagodzić skutki załamania światowych finansów. Znacznie bardziej optymistyczny dla nas jest raport Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR), według niego Polska i Słowacja będą mieć umiarkowany wzrost gospodarczy i mogą być wyspami w morzu recesji. Chciałbym zauważyć, że pomimo różnego stopnia optymizmu (pesymizmu) wszystkie te prognozy mają wspólny mianownik – Polska poradzi sobie względnie dobrze z kryzysem. Warto także spojrzeć na prognozy dotyczące naszego największego partnera handlowego – Niemiec. Ministerstwo Gospodarki tego kraju ocenia, że największa europejska gospodarka skurczy się w 2009 r. o 2,0-2,5 proc. Według opublikowanych przez Komisję Europejską prognoz gospodarczych dla krajów Unii Europejskiej PKB Niemiec spadnie w tym roku o 2,3 proc.
Skąd takie nastroje?!
Pomimo ostatnich fatalnych danych dotyczących gospodarki naszego zachodniego sąsiada, instytut ZEW podał, że wartość indeksu nastrojów wśród niemieckich analityków i inwestorów instytucjonalnych wzrosła niespodziewanie w styczniu do poziomu -31,0 pkt. wobec -45,2 pkt. miesiąc wcześniej. Odczyt ten okazał się być znacznie lepszy od oczekiwań analityków, którzy spodziewali się jedynie niewielkiego wzrostu indeksu do poziomu -43,1 pkt. Tak dobry odczyt indeksu to w dużej mierze wynik drugiego pakietu stymulującego wprowadzonego przez niemiecki rząd. Nastrojów na pewno nie poprawiły dane dotyczące listopadowych zamówień w przemyśle w obrębie strefy euro. W relacji miesięcznej ich ilość spadła o 4,5 proc., a rok do roku o 26,2 proc.! Znacznie gorsze humory od Niemców mają Brytyjczycy i Amerykanie. Powodów do zmartwień obu nacjom nie brakuje. Według wstępnych szacunków dynamika PKB Wielkiej Brytanii wyniosła w IV kwartale 2008 r. -1,5 proc. Warto przypomnieć, że gospodarka Wielkiej Brytanii w poprzednim kwartale skurczyła się o 0,6 proc., zatem w relacji kwartalnej spadek jest olbrzymi. Na plus mieszkańcy Wysp mogą za to sobie zapisać spadek cen dóbr i usług konsumpcyjnych w grudniu. Z kolei Amerykanie otrzymali mocno przybijające dane z rynku nieruchomości. Indeks publikowany przez NAHB (National Association of Home Builders) spadł w styczniu do rekordowo niskiego poziomu 8 pkt, a ceny mieszkań są coraz niższe (raport FHFA - Federal Housing Finance Agency). Jednak najgorsze jest to, że liczba rozpoczętych budów domów w USA w grudniu spadła aż o 15,5 proc. m/m i wyniosła zaledwie 550 tys. Z kolei grudniowy odczyt dotyczący ilości wydanych zezwoleń na budowę domów dał nam informację, że będzie jeszcze gorzej. Na przestrzeni miesiąca wydano 549 tys. zezwoleń, co oznacza aż 10,7 proc. spadek względem listopadowych 615 tys., podczas gdy zdaniem analityków wartość ta miała wynieść 610 tys. zezwoleń. W stosunku do grudnia ubiegłego roku liczba rozpoczętych budów spadła aż o 45 proc., a ilość wydanych zezwoleń o 50,6 proc. Cóż można powiedzieć – kryzys pełną gębą.
Piotr Murdzek
Główny Ekonomista
Compentia