Wbrew obiegowym opiniom i czarnym scenariuszom nadwiślańska gospodarka jest nadal w znakomitej formie, co potwierdziły dane dotyczące PKB, stopy bezrobocia i sprzedaży detalicznej. Martwić może jedynie pogorszenie nastrojów konsumentów. Ale czy tylko? Kwota zaległych płatności klientów podwyższonego ryzyka w Polsce wyniosła w sierpniu 7,06 mld złotych, co oznacza wzrost w ciągu roku o 44 proc. Są to zobowiązania wynikające z niezapłaconych rachunków za energię elektryczną, usługi telekomunikacyjne, czynsz za mieszkanie, opłat leasingowych, a także z niespłaconych kredytów hipotecznych i konsumpcyjnych. Według raportu Biura Informacji Kredytowej kwota zaległych płatności w ciągu ostatnich trzech miesięcy wzrosła o 330 milionów złotych. Te dane to dalszy ciąg niepokojących informacji z zeszłego tygodnia. To właśnie tego typu wiadomości powodują, że o przyszłość rodzimej gospodarki nie jestem spokojny. Martwić szczególnie może wzrastająca liczba niespłaconych kredytów, to właśnie kłopoty z tym rynkiem powodują zawirowania na światowych giełdach. Tak było i w poniedziałek. Spadki europejskich indeksów spowodowane były zniżkami cen akcji banków i spółek z sektora budowniczego, po tym jak ponownie pojawiły się obawy inwestorów, iż straty na rynku kredytów pogłębią się oraz nastąpi dalszy spadek tempa wzrostu gospodarczego. Graczy nieco uspokoiły dane z USA. Sprzedaż domów w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 3,1 proc. do 5 mln (4,85 mln w czerwcu), to dane lepsze od oczekiwań. Na wzrost liczby transakcji wpłynął spadek cen nieruchomości. Średnia cena spadła - w porównaniu do lipca 2007 r. o 7,1 proc. do 212.400 dolarów (ok. 495 tys. PLN). Mimo to, liczba transakcji jest niższa o 13 proc. od zanotowanej przed rokiem, a ponieważ liczba domów wystawianych na sprzedaż cały czas rośnie, nikt nie spodziewa się szybkiej zmiany sytuacji na rynku nieruchomości w Stanach. Jeśli patrzymy na wydarzenia z początku tygodnia to warto zaznaczyć, że giełda w Londynie miała w poniedziałek dzień wolny z powodu święta - Summer Bank Holiday.
Bezrobocie spada, sprzedaż rośnie
Sprzedaż detaliczna wzrosła w lipcu o 14,3 proc., co było wynikiem niemalże zgodnym z oczekiwaniami analityków. Tak więc rynek konsumencki wciąż trzyma się dobrze. Z kolei stopa bezrobocia wyniosła na koniec lipca 9,4 proc. wobec 9,6 proc. miesiąc wcześniej. Przypomnę, że w lipcu 2007 roku stopa wynosiła 12,1 proc., a więc mamy do czynienia z dużym spadkiem. Ale to nie wszystkie wtorkowe wiadomości makroekonomiczne dotyczące naszej gospodarki - wydajność pracy w przemyśle wzrosła o 4,7 proc. (znacznie wolniej niż wynagrodzenia), liczba wydanych pozwoleń na budowę wzrosła po siedmiu miesiącach o 1,9 proc. (a więc mamy ostre hamowanie tego rynku). Najistotniejsze z powyższych były informacje o dynamice sprzedaży detalicznej. Dane pokazały utrzymanie się sprzedaży detalicznej na wysokim poziomie. Pewnym niepokojem na kolejne miesiące może napawać jedynie pierwszy od czerwca 2006 spadek rocznej dynamiki sprzedaży samochodów osobowych. Pozostałe kategorie notują stabilne i solidne wzrosty, sugerując, że popyt konsumpcyjny pozostaje siłą stabilizującą tempo naszego wzrostu gospodarczego. W lipcu najszybciej rosła sprzedaż w działach: „włókno, odzież, obuwie” - o 36,6 proc. r/r oraz „pozostała sprzedaż w niewyspecjalizowanych sklepach” - o 27,2 proc. r/r. Podsumowując te dane warto zauważyć, że dały one kolejne argumenty do ręki jastrzębim członkom Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Trzeba także podkreślić, że te niezwykle pozytywne informacje nie spowodowały wzrostów na GPW, gdzie mieliśmy do czynienia z bardzo niskimi obrotami, a ceny większości akcji ponownie zniżkowały. Na pewno na kłopoty naszych inwestorów miały wpływ publikacje z Niemiec. Otóż nasi zachodni sąsiedzi zanotowali ujemną dynamikę wzrostu gospodarczego w II kwartale (-0,5 proc.). Co gorsza indeks nastrojów w biznesie instytutu Ifo spadł w sierpniu do 94,8 pkt z 97,5 pkt i okazał się być znacznie poniżej oczekiwań (97,1 pkt). Za to w świetnych humorach byli gracze zza oceanu. Nastroje konsumentów w USA poprawiły się - indeks Conference Board wzrósł do 56,9 pkt (oczekiwano 53 pkt), sprzedaż nowych domów wzrosła o 2,4 proc. (oczekiwano spadku o 1,3 proc.), a ceny nieruchomości pozostały na niezmiennym poziomie. Seria dobrych danych poprawiła notowania amerykańskich indeksów.
RPP nadal czeka
Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej utrzymała w sierpniu stopy procentowe na niezmienionych poziomach, choć podtrzymała opinię sprzed miesiąca, według której istnieje zagrożenie tzw. efektami drugiej rundy, a okres powrotu inflacji do celu (2,5 proc.) może ulec pewnemu wydłużeniu. Wynika to przede wszystkim z uporczywości szoków obserwowanych na rynkach żywności i surowców. Wobec powyższego RPP nie wyklucza, że konieczne będą kolejne podwyżki stóp procentowych. Zwrócono jednak uwagę, że rysujące się spowolnienie gospodarcze może zmniejszyć presję płacową w przedsiębiorstwach, a w konsekwencji przyczynić się do wolniejszego wzrostu cen. Można to odczytać jako chęć poznania dalszych danych (projekcji inflacji i inflacji za wrzesień) przed dalszymi działaniami. Do tej pory RPP podnosiła stopy ośmiokrotnie - łącznie o 200 pkt bazowych. Decyzja Rady oznacza, że stopa 7-dniowych interwencji będzie wynosić nadal nie mniej niż 6 proc., stopa lombardowa 7,50 proc., redyskontowa 6,25 proc., a depozytowa 4,50 proc. Na pewno te informacje były istotne dla sektora nieruchomości, który jest mocno związany z poziomem stóp procentowych. A wiadomości docierające z tego segmentu gospodarki nie są już tak optymistyczne, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Z raportu firmy analitycznej PMR wynika, że w najbliższych latach ceny większości mieszkań będą nadal spadały - w 2008 r. średnio o ok. 10 proc. Do 2010 r. segment budownictwa mieszkaniowego w Polsce będzie rósł na fali wysokiej sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w latach 2006-2007, w związku z tym będzie rosła liczba nowych mieszkań. Zdaniem analityków PMR, obecne problemy ze sprzedażą nowych lokali skłonią deweloperów do redukcji planowanych inwestycji, co może spowodować wyraźne spowolnienie w liczbie oddawanych do użytku mieszkań od 2011 r. Z innych istotnych informacji na uwagę zasługuje wypowiedź dyrektora agencji ratingowej Fitch. Okazuje się, że Fitch Rating nie planuje ani obniżenia, ani podwyższenia ratingu Polski w ciągu najbliższego roku. Następnego dnia podobne oświadczenie usłyszeliśmy od agencji Standard & Poor's, która potwierdziła rating dla polskiego długoterminowego i krótkoterminowego długu na poziomie 'A-/A-2' denominowanego w walutach obcych oraz w walucie krajowej na poziomie 'A/A-1'. Jeśli chodzi o tę ostatnią agencję, to jej analitycy uważają, że w gospodarce Strefy Euro istnieje ryzyko realnej recesji w sytuacji, gdy mocna waluta szkodzi eksportowi, spadają ceny nieruchomości, a inflacja powoduje spadek realnych zarobków. Główny ekonomista S&P na Europę Jean-Michel Six twierdzi, iż z prowadzonych badań wśród konsumentów i przedsiębiorców wynika, że dominuje obawa o możliwość wystąpienia recesji. Six zwraca uwagę, że ryzyko realnej recesji jest większe w Wielkiej Brytanii niż w Strefie Euro, choć może ona być mniej dramatyczna niż w latach 80. i 90. Brytyjska gospodarka była w stagnacji w II kwartale, po 16 latach wzrostu. PKB w Eurolandzie niespodziewanie spadł w II kwartale, a kryzys rozciągnął się też na III kwartał.
Patrząc na środowe wydarzenia warto także zerknąć na giełdowe parkiety. Główne indeksy warszawskiej giełdy spadły po raz trzeci i choć na koniec sesji czołowe europejskie rynki zareagowały pozytywnie na dane makro zza oceanu, GPW pozostała na poziomach zbliżonych do sesyjnego minimum. Danymi makro, które wpłynęły w środę na rynek, były zamówienia na dobra trwałe w USA wzrosły w lipcu o 1,3 proc. Informacje ze Stanów okazały się znacznie lepsze od oczekiwań, ale reakcje było widać tylko na innych europejskich rynkach. Poprawa była tak znacząca, że pod koniec sesji graczom nie przeszkadzała nawet drożejąca o 2,5 proc. ropa. Tak słaba postawa polskiego parkietu, względem innych giełd z regionu, była co najmniej dziwna.
Amerykański PKB zaskakuje
Trudno mówić o recesji w Stanach, skoro nominalny wzrost PKB wyniósł 3,3 proc. Ekonomiści spodziewali się, że wzrost wyniesie 2,7 proc., przy czym nawet najwięksi optymiści szacowali go na 3,1 proc. Wzrost amerykańskiego PKB to niemal w całości zasługa eksporterów, którym słabnący dolar pozwolił rozwinąć skrzydła. Gdyby nie poprawa bilansu handlowego wzrost PKB wyniósłby zaledwie 0,2 proc. (a w I kwartale 0,1 proc.). Również wydatki konsumentów, które w II kwartale wzrosły o 1,7 proc. miały wpływ na wzrost PKB, ale te wspierane były głównie rabatami podatkowymi, a więc zdarzeniem jednorazowym. Inwestorzy przyjęli drugi odczyt PKB z entuzjazmem, bo pierwotnie mówiono o wzroście o 1,9 proc. W górę poszły giełdy w Europie, w tym w Warszawie. Dzięki pozytywnemu odczytowi skorygowanych danych o tempie wzrostu amerykańskiej gospodarki gracze giełdowi ruszyli do zakupów akcji polskich spółek i WIG 20, który rozpoczął dzień poniżej 2500 pkt, zakończył notowania o 80 punktów wyżej, co oznaczało wzrost o 2,5 proc. Na czwartkowym zamknięciu DAX wzrósł o 1,57 proc., CAC 40 zwyżkował o 2,02 proc., a FTSE 100 poszedł w górę o 1,32 proc. Poza danymi z USA na uwagę zasługują jeszcze dwie informacje. Obliczany przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych Lewiatan Indeks Biznesu w sierpniu wzrósł o 2 pkt w notowaniu rocznym i półrocznym odpowiednio do 67 i 70 pkt. Znacznie poprawił się indeks finansów, który obejmuje rentowność i płynność przedsiębiorstw. Za to wyraźnie pogorszył się indeks makroekonomiczny, który obejmuje inflację, deficyt finansów publicznych, stopę bezrobocia oraz stopień konkurencyjności gospodarki. Indeks Biznesu Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych jest wskaźnikiem koniunktury gospodarczej w kraju, obliczanym i publikowanym miesięcznie od początku 2003 r. Liczony jest w skali 100-punktowej, w której 50 odpowiada prognozie wzrostu gospodarczego w granicach 3,5 proc. PKB rocznie. Drugą wiadomością była wypowiedź Mariana Nogi z RPP, który stwierdził, że Rada Polityki Pieniężnej jest ciągle w fazie zacieśniania polityki monetarnej. W najbliższym czasie powinna nastąpić jeszcze jedna podwyżka. Noga dodał, iż jego zdaniem RPP powinna wcześniej rozpocząć cykl podwyższania stóp, co ułatwiłoby sprowadzenie inflacji do celu. Pytany o możliwość obniżek stóp procentowych w przyszłym roku powiedział, iż głównym celem rady jest sprowadzenie inflacji do celu, czyli do 2,5 proc. Marian Noga stwierdził także, że tegoroczny wzrost gospodarczy wyniesie około 5,5 proc.
Świetna kondycja polskiej gospodarki
Produkt Krajowy Brutto (niewyrównany sezonowo) wzrósł w II kw. 2008 roku o 5,8 proc. r/r wobec 6,1 proc. w poprzednim kwartale. Dziesięciu ankietowanych przez agencję ISB ekonomistów oczekiwało, że PKB zwiększył się w II kw. tego roku o 5,5-5,7 proc. Popyt krajowy w wzrósł o 6,2 proc. r/r, spożycie ogółem wzrosło o 4,0 proc., a spożycie indywidualne wzrosło o 5,6 proc. Nakłady brutto na środki trwałe (popyt inwestycyjny) zwiększyły się o 15,2 proc. r/r. Niestety humory inwestorom popsuła Halina Wasilewska-Trenkner z RPP, która stwierdziła, że dane o PKB to amunicja dla podwyżek stóp procentowych. Gracze musieli szybko zapomnieć o tej wypowiedzi, gdyż w godzinę po publikacji polskiego PKB przyszło im zmierzyć się z danymi dotyczącymi inflacji oraz bezrobocia w Strefie Euro. Wstępny odczyt inflacji CPI wyniósł 3,8 proc. rynek oczekiwał 3,9 proc., poprzedni odczyt wynosił 4,0 proc. Stopa bezrobocia wyniosła 7,3 proc., oczekiwania rynkowe kształtowały się również na tym poziomie. Dane o inflacji pozwalają przypuszczać, iż ryzyko wzrostu cen zostało oddalone i nie będzie dochodziło do podwyżek stóp procentowych w Strefie Euro. Pozostałe europejskie publikacje nie były już tak pozytywne. Indeks nastrojów w gospodarce spadł w sierpniu do 88,8 pkt z 89,5 pkt w poprzednim miesiącu, a to wynik zdecydowanie gorszy od prognoz. Bardziej zbieżne z oczekiwaniami okazały się indeksy nastroju konsumentów i biznesu, ale i ich wydźwięk był negatywny. Mieszane dane przypłynęły też zza oceanu. Z jednej strony wzrost powyżej prognoz indeksu nastrojów Uniwersytetu Michigan oraz wskaźnika Chicago PMI, z drugiej przychody Amerykanów spadły o 0,7 proc., m/m wobec wzrostu o 0,1 proc. w czerwcu. Uwzględniając inflację ich przychody spadły o 1,7 proc. Warto wspomnieć, że poziom wydatków, uwzględniający inflację, obniżył się w lipcu o 0,4 proc., co oznacza największy spadek od czerwca 2004 roku.
Niższe prognozy cen ropy
Na początku minionego tygodnia ceny ropy na giełdach paliw były dość stabilne, choć już wtedy obawiano się, że formujący się na Morzu Karaibskim tropikalny sztorm Gustav może jeszcze wywołać spore zmiany notowań surowca. Inwestorów niepokoiły też informacje polityczne o uznaniu przez Rosję niepodległości dwóch regionów w Gruzji, co pogłębia rozdział pomiędzy Rosją i Zachodem. Mocniejsze ruchy cen surowca miały miejsce w środę i czwartek po kolejnych informacjach meteorologicznych dotyczących Zatoki Meksykańskiej, skąd pochodzi 1/5 amerykańskiej produkcji ropy. Pomimo poważnych wzrostów w środku tygodnia czarne złoto zakończyło tydzień na niewielkim plusie. Trzeba jednak zaznaczyć, iż ceny ropy są obecnie wyższe niż przed rokiem o 62 proc. Ostatnie spadki spowodowały obniżenie przez wiele instytucji swoich prognoz dla tego surowca. Ekonomiści Nordea Bank oceniają, że cena ropy naftowej może w czwartym kwartale spaść do 90 dolarów za baryłkę zanim odbije się pod koniec roku i zdrożeje do 105 USD/bbl. Z kolei analitycy Societe Generale obniżyli swoje prognozy cen ropy naftowej na 2008 i 2009 r. w reakcji na spadek notowań surowca z rekordowych poziomów w ub. miesiącu. Bank prognozuje, że baryłka amerykańskiej lekkiej ropy WTI będzie w 2008 r. kosztować średnio 113,78 USD, a w 2009 r. 120,42 USD. W poprzedniej prognozie bank szacował odpowiednio 124,78 i 128,75 USD za baryłkę. Warto przypomnieć, że cena ropy w USA spadła obecnie do ok. 116 USD za baryłkę z notowanych w lipcu rekordowych 147,27 USD, po zmniejszeniu się popytu w USA i Europie oraz wzroście produkcji surowca przez OPEC.
Europejskie banki centralne i amerykański rynek pracy
Najistotniejszymi informacjami w najbliższym tygodniu będą decyzje Europejskiego Banku Centralnego oraz Banku Anglii, a także miesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy. Nie mniej ważne są dane ze Strefy Euro – PKB, inflacja PPI oraz sprzedaż detaliczna. Jednak wszystkie wyżej podane wiadomości nie powinny nikogo zaskoczyć dlatego tak ważna będzie obserwacja zwykle pomijanych danych. Na pewno trzeba się bacznie przyglądać indeksom PMI i ISM oraz raportom ADP i Challengera. Nie wolno zapominać także o Beżowej Księdze FED. Komplet danych uzupełnią pozostałe dane zza oceanu - wydatki na konstrukcje budowlane, wnioski o kredyt hipoteczny i zamówienia w przemyśle. Przypominam również wszystkim o tym, że w poniedziałek mamy Święto Pracy w USA, toteż giełdy tam nie pracują.
Piotr Murdzek
Główny Ekonomista
Compentia