Indeks WIG20, choć otworzył się w poniedziałek na minusie, w ciągu dnia odrobił straty i zakończył sesję na umiarkowanym plusie. Początek tygodnia zdominowany był spekulacjami na temat decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Praktycznie wszystkie dane z gospodarki przemawiały przeciw podwyżce stóp procentowych. Analitycy byli w tym miesiącu wyjątkowo zgodni i nie różnili się w prognozowaniu przyszłości. Ich zdaniem jedna lub dwie podwyżki stóp nastąpią dopiero po wakacjach. Dwunastu ankietowanych przez agencję ISB ekonomistów zgodnie oczekiwało utrzymania obecnie obowiązujących parametrów polityki pieniężnej w lipcu. Na początku tygodnia znacznie gorzej od naszego parkietu radziły sobie indeksy na giełdach w zachodniej Europie. Spadały one po raz trzeci z rzędu, głównie za sprawą banków i przewoźników lotniczych, na fali obaw, iż straty na rynku kredytowym i spowolnienie gospodarcze przełożą się negatywnie na osiągane przez spółki zyski. UBS AG, największy bank Europy, zniżkował o 5,5 proc., Deutsche Bank AG, największy bank Niemiec, stracił 2 proc., a HBOS Plc, jeden z największych brytyjskich banków, poszedł w dół o 7,3 proc. Na poniedziałkowym zamknięciu DAX spadł o 1,33 proc., CAC 40 zniżkował o 1,20 proc., a londyński FTSE 100 poszedł w dół o 0,75 proc. Również w obawie przed pogłębiającym się kryzysem sesja na Wall Street zdominowana była przez pesymistów. Na zamknięciu indeks Dow Jones spadł o 2,11 proc., a Nasdaq zniżkował o 2 proc. Myślę, że to najlepszy moment aby powrócić do tytułu i wprowadzenia dzisiejszego „Makro Tygodnia”. Zacznijmy od wypowiedzi George Sorosa, który stwierdził: „Kryzys w globalnej gospodarce jest bardzo poważny i nadal walczy ona ze sztormami. Na pewno niższe koszty kredytu w USA to za mało, aby ustrzec amerykańską gospodarkę przed popadnięciem w recesję.” Soros ocenił także, że obecny kryzys stanowi zakończenie 30-letniego okresu ekspansji kredytowej, ale nie będzie powtórki z Wielkiego Kryzysu z lat 30tych. A dlaczego? Ano dlatego, iż nie mamy podstaw, by sądzić, że światowa gospodarka będzie naśladować amerykańską i znajdzie się w recesji. Można w tym miejscu ze słynnym inwestorem się nie zgodzić. Mamy bowiem prawo stwierdzić, o czym nie wspomina już pan Soros, że inne kraje mogą zacząć naśladować USA i wtedy tani pieniądz nie uchroni światowej gospodarki przed wielkim kryzysem podobnie jak nie pomógł Stanom Zjednoczonym.
Ropa daje odetchnąć
We wtorek rynkom akcji z odsieczą przyszły spadające ceny ropy naftowej. W Nowym Jorku baryłka tego surowca kosztowała 121 dolarów - ponad 3 dolary mniej niż w poniedziałek. Na wieść o mocno spadających cenach ropy szczególnie pozytywnie zareagowała giełda na Wall Street. Indeks Dow Jones na zakończenie sesji wzrósł o 2,39 proc., Nasdaq zwyżkował o 2,45 proc. Dla WIG20 sesja zaczęła się od sporego spadku, ale w drugiej połowie dnia nastroje poprawiły informacje ze Stanów. Lepszy od oczekiwań wskaźnik zaufania konsumentów Conference Board spowodował, że indeks największych spółek warszawskiego parkietu wyszedł na plus. Indeks zaufania amerykańskich konsumentów nieoczekiwanie wzrósł w lipcu do 51,9 pkt, z 51 pkt w poprzednim miesiącu. Analitycy spodziewali się, że wskaźnik spadnie do 50,1 pkt. Dzięki lepszym od oczekiwań danym z USA wzrosły również indeksy giełd zachodnioeuropejskich. Nam humory nieco popsuł instytut BIEC, który podał, że Wskaźnik Wyprzedzający Koniunkturę spadł w lipcu czwarty raz z rzędu. Spadki wskaźnika informującego z wyprzedzeniem o tendencjach w gospodarce przyspieszają i nie należy oczekiwać szybkiego odwrotu tendencji. Niepokojącym sygnałem jest malejąca liczba zamówień w przemyśle - najmocniej zauważalna wśród eksporterów dotkliwie tracących na umacniającym się złotym. Instytut zaznacza, że również krajowy popyt powoli się kurczy. BIEC podkreśla także spadającą wydajność pracy w firmach, wynikającą przede wszystkim z wysokich żądań płacowych. Co gorsza w ostatnich dwóch miesiącach wyraźnie widać załamanie optymizmu wśród kadry menedżerskiej. Po tych złych informacjach pojawiły się te dobre. Światowi inwestorzy ponownie nabrali bowiem apetytu na ryzyko i zaczęli wracać na giełdy rynków rozwijających się - tak wynika z danych firmy Emerging Portfolio Fund Research, która monitoruje przepływy kapitału w funduszach inwestycyjnych z całego świata. Po tym, jak przez sześć tygodni z rzędu saldo wpłat i wypłat w funduszach lokujących na takich giełdach było mocno ujemne, tydzień kończący się 23 lipca zamknął się na plusie. Stało się tak głównie za sprawą napływu kapitału do tzw. zdywersyfikowanych funduszy akcji rynków wschodzących (lokujących na wszystkich emerging markets, w tym w Polsce). Napływ świeżego kapitału przyczynił się do poprawy koniunktury na tych rynkach, co korzystnie wpłynęło na kondycję naszej giełdy. Dodatkowo zapewne trafiła do nas część z pozyskanego przez fundusze 1,4 mld USD. Niestety już po zamknięciu notowań na GPW dopłynęły do nas fatalne dane zza oceanu. Po pierwsze indeks S&P/CaseShiller odzwierciedlający ceny domów w 20 największych obszarach metropolitarnych w USA wciąż wskazuje na ich spadek. W maju indeks oszacowano na 168,54 i oznacza to spadek rok do roku na poziomie 15,8%. Indeks już 17-ty miesiąc z rzędu wskazuje na obniżkę cen. Po drugie Biały Dom ogłosił, że według przewidywań rządowych ekonomistów, deficyt budżetu federalnego w przyszłym roku podatkowym rozpoczynającym się w październiku osiągnie rekordową kwotę 482 miliardów dolarów. Deficyt będzie prawdopodobnie większy niż wcześniej zakładano, z powodu spowolnienia wzrostu gospodarki, wysokich kosztów wojen w Iraku i Afganistanie oraz tegorocznych rabatów podatkowych. Administracja prezydenta George’a Busha skorygowała tym samym wcześniejszą prognozę, szacującą przyszłoroczny deficyt na 407 mld dolarów. W tym roku podatkowym, kończącym się 30 września, deficyt ma wynieść 389 miliardów dolarów. Oznaczałoby to ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy wyniósł on 162 mld dolarów. Najnowsza prognoza jest fatalną wiadomością dla przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, ktokolwiek nim zostanie po listopadowych wyborach. Będzie on miał bardzo ograniczoną swobodę manewru w polityce społeczno-gospodarczej i podatkowej.
RPP nadal czeka
Rada Polityki Pieniężnej na zakończonym w środę posiedzeniu pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie, główna stopa NBP wynosi nadal 6,00 proc. Decyzja ta była zgodna z oczekiwaniami rynku, bowiem żaden z pytanych przez PAP ekonomistów nie spodziewał się wzrostu kosztów kredytu w lipcu. W trwającej od kwietnia 2007 roku serii RPP podwyższała stopy procentowe po 25 pb już ośmiokrotnie - łącznie o 200 pkt bazowych. Rada nie wyklucza też dalszych podwyżek. RPP obawia się bowiem, że uporczywość szoków obserwowanych na rynkach żywności i surowców może wydłużyć okres powrotu do celu inflacyjnego, ale na razie czeka na pełniejszy obraz sytuacji. Rada uważa także, że nadal utrzymuje się silna presja płacowa, która jednak może być łagodzona przez słabnący wzrost. Wróćmy jeszcze na chwilę do samej decyzji, jak już wspomniałem nie była ona niespodzianką dla analityków i obserwatorów rynku. Jednak tradycyjnie najważniejszy jest komunikat Rady z uzasadnieniem. I tu pojawił się problem. Otóż tym razem nie dowiedzieliśmy się z niego nic nowego, choć jego charakter możemy postrzegać jako zdecydowanie „jastrzębi”. Rada zdecydowała się na przyjęcie postawy „wait and see” w oczekiwaniu na kolejne dane z gospodarki. Zapewne przerwa w cyklu podwyżek potrwa do września, kiedy członkowie RPP będą mieli pełniejszy obraz ścieżki inflacji i nową projekcję inflacyjną wskazującą prawdopodobnie na utrzymywanie się inflacji na podwyższonym poziomie w średnim okresie. W mojej opinii przy tak wysokiej inflacji CPI i inflacji bazowej podwyżka stóp jesienią może się okazać spóźnionym ratunkiem. Środowa sesja na GPW zakończyła się dużymi wzrostami wszystkich indeksów i to osiągniętymi przy znaczących obrotach. Indeks WIG 20 wzrósł o 4,01% do 2 754,39 pkt, a WIG o 3,79% do 42 416,36 pkt. WIG 20 zamknął się na najwyższym poziomie od 9 czerwca. Na przebieg notowań nie wpłynęła decyzja Rady Polityki Pieniężnej i jej „jastrzębi” komunikat. Zwyżki były przede wszystkim efektem lepszych nastrojów na giełdach amerykańskich, ale także dobrych wyników finansowych TP SA i BZ WBK. W tym samym czasie inwestorzy w całej Europie cieszyli się z pozytywnych raportów Siemensa i LVMH. Jednak Europejczycy ogólnie nie mają dobrego humoru. Indeks nastrojów w Strefie Euro obniżył się z 94,9 pkt do 89,5 pkt. Wpływ na to miały spadki we wszystkich jego częściach składowych. Indeks nastrojów w przemyśle obniżył się z -5 do -8 pkt, zaś w usługach z 9 do 1 pkt. W gorszych nastrojach są również konsumenci, gdyż wskaźnik ich sentymentu zanotował spadek z –17 do –20 pkt. Zła sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości także ma swoje odbicie w Europie. Nastroje w sektorze budowlanym spadły z -11 do -14 pkt. Znacznie lepsze humory tego dnia mieli amerykańscy inwestorzy. Lepsze od oczekiwań okazały się dane zawarte w raporcie ADP, z którego wynika, że w USA w lipcu wzrosła liczba miejsc pracy w sektorze prywatnym. W firmach w USA przybyło niespodziewanie 9 tys. nowych miejsc pracy. Analitycy oceniali, że w amerykańskiej gospodarce w lipcu ubyło 60 tys. miejsc pracy. Firma ADP Employer Services podaje, że korelacja pomiędzy jej danymi o nowych miejscach pracy, a wyliczeniami podawanymi przez Departament Pracy USA wynosi 90 proc. Natomiast Fed poinformował o przedłużeniu programów kredytowych dla instytucji finansowych do 30 stycznia 2009 roku z powodu nadal niepewnej sytuacji na rynkach finansowych. Wiadomość ta została przyjęta optymistycznie, choć końca kryzysu na rynkach finansowych jednak nie widać. Bank centralny USA rozpocznie też sprzedaż 84-dniowych kredytów dla banków komercyjnych od 11 sierpnia, a także przetargi opcji o wartości 50 mld USD. Do jego działań przyłączy się EBC i bank centralny Szwajcarii. Jeśli mowa o amerykańskim rynku finansowym, nie wolno zapomnieć, że w USA zanotowano spadek indeksu wniosków o kredyt hipoteczny - indeks MBA spadł w ubiegłym tygodniu o 14,1 proc., jest to najniższy poziom tego wskaźnika od grudnia 2000 r.
Amerykańskie PKB było poniżej kreski!
Główne indeksy warszawskiej giełdy rozpoczęły czwartkową sesję na niewielkich minusach. Po danych na temat PKB w USA WIG20 gwałtownie poszybował w dół i wydawało się, że znacznie pogłębi straty z rana, ale ostatecznie stracił 0,07 proc. Dynamika amerykańskiego PKB w drugim kwartale wyniosła 1,9 proc. Była ona nieznacznie poniżej ostatnich prognoz mówiących 2,3 proc. wzroście. Jednocześnie zostały zrewidowane w dół dane za poprzednie kwartały. W I kw. 2008 wzrost wyniósł 0,9 proc. (wcześniej podawano 1,0 proc.). Bardziej zaskoczyła jednak rewizja za IV kw. 2007, w którym zanotowano ujemną dynamikę na poziomie -0,2 proc. (wcześniej podawano 0,6 proc.). Podsumowując - wynik gorszy od prognoz, ale lepszy niż w I kw. 2008 r. Warto jednak przypomnieć, że to wstępne informacje i dopiero we wrześniu poznamy ostateczną zmianę PKB uwzględniającą wszystkie dostępne dane. W II kw. gospodarstwa otrzymały duży pakiet pomocowy, który zwiększył kapitał do ich dyspozycji aż o ponad 11 proc. w stosunku do ubiegłego roku, ale załamanie na rynku nieruchomości oraz wzrost bezrobocia zmniejszyły jego wpływ na gospodarkę. Poziom konsumpcji indywidualnej (PCE) w USA w II kwartale 2008 roku wzrósł o 1,5 proc. wobec oczekiwanej wartości na poziomie 1,4 proc. Zmiana PKB jest głównie zasługą skoku eksportu (wzrost o 9,2 proc.) i spadku importu (o 6,6 proc.). Nie wolno jednak zapominać, że inwestycje zmniejszyły się aż o 14,8 proc. Tego dnia rynek zaskoczyła też publikowana równocześnie z danymi o PKB informacja o liczbie nowych bezrobotnych w ostatnim tygodniu - ich liczba wzrosła do 448 tys. (prognozy mówiły o 395 tys.). Giełdy w Europie zareagowały natychmiast wyraźnymi spadkami. Także gracze na naszym parkiecie mogli zapomnieć o wzrostach. Co gorsza indeksy w USA otworzyły się na minusach, ale szybko zaczęły odrabiać straty. WIG20 również rozpoczął ruch w górę. Dodatkowym wparciem dla wzrostów okazał się nieznacznie lepszy od oczekiwań wskaźnik Chicago PMI. Indeks aktywności sektora wytwórczego (PMI) w rejonie Chicago nieoczekiwanie wzrósł w lipcu do 50,8 pkt z 49,6 pkt w poprzednim miesiącu. Analitycy spodziewali się indeksu na poziomie 49 pkt. Przypomnę, że poziom 50 pkt stanowi granicę pomiędzy rozwojem, a recesją. Podobnie jak WIG20 indeksy na giełdach w zachodniej Europie w czwartek poszły nieznacznie w dół, po tym jak opublikowane dane makro ze Stanów Zjednoczonych okazały się gorsze od oczekiwań analityków, a wyniki finansowe Unilever rozminęły się z prognozami. Unilever SA, drugi światowy producent produktów żywnościowych i środków czystości, stracił tego dnia 8,4 proc. Zysk netto spółki spadł do 909 mln euro z 1,14 mld euro rok wcześniej. Analitycy spodziewali się zysku netto na poziomie 914,5 mln euro. Z kolei SBM Offshore, największy na świecie producent pływających platform wydobywających ropę naftową, zniżkował w lipcu o 38 proc. po tym jak ceny ropy na światowych rynkach spadły o 14 proc. od 11 lipca, kiedy osiągnęły rekord wszech czasów. Na przebieg notowań na rynkach Strefy Euro wpływu nie miały dane dotyczące bezrobocia (7,3 proc.) oraz wstępne prognozy inflacji CPI (4,1 proc.), obie były niemalże zgodne z prognozami.
Bezrobocie w USA najwyższe od 4 lat!
Piątkowa sesja na GPW rozczarowała inwestorów i po raz pierwszy od kilku dni zakończyła się na znacznych minusach. Zadecydowały o tym słabe wieści zza oceanu, co niestety nadal pod dużym znakiem zapytania stawia trwałą poprawę. Miesięczny raport z rynku pracy wprowadził sporo nerwowości. Stopa bezrobocia wzrosła w lipcu w USA do 5,7 proc. z 5,5 proc. miesiąc wcześniej, czyli najwyższego poziomu od czterech lat. Wolniej niż się spodziewano spadło natomiast zatrudnienie w sektorze pozarolniczym, co część inwestorów zinterpretowała pozytywnie. Pracodawcy zlikwidowali w lipcu 51 tys. stanowisk pracy, a od początku roku 463 tys. Głównymi przyczynami redukcji zatrudnienia są trudności w uzyskaniu kredytów wskutek kryzysu na rynku kredytów hipotecznych, który poważnie dotknął także sektor bankowy, jak również wysokie ceny paliw i energii. Jednak znacznie większą zawieruchę spowodował koncern General Motors. Włodarze tej firmy przypomnieli o zwolnieniach oraz 15,5 mld USD straty netto drugim kwartale. W piątek WIG20 spadł o 1,3 proc. do 2716,6 pkt, zaś WIG stracił 0,9 proc. Obroty na rynku akcji wyniosły 2,3 mld zł. Również indeksy na giełdach w zachodniej Europie poszły w dół po raz kolejny. Za spadki odpowiedzialne były fatalne dane makro oraz rosnące ceny ropy. Gwałtowny wzrost cen ropy spowodowany był wypowiedzią wicepremiera Izraela Shaula Mofaza, który stwierdził, iż Iran jest bardzo blisko przełomu w swoim programie nuklearnym. Słowa wicepremiera na nowo rozbudziła obawy co do możliwego ataku Izraela i USA na Iran, drugiego największego dostawcę ropy spośród krajów OPEC. Z kolei indeks PMI dla Strefy Euro, obrazujący aktywność sektora wytwórczego znalazł się w lipcu na poziomie 47,4 pkt. wobec 49,2 pkt. czerwcu. Wartość indeksu znalazła się więc na najniższym poziomie nie 5 lat. Na piątkowym zamknięciu DAX spadł o 1,28 proc. do 6.396,46 pkt, CAC 40 zniżkował o 1,78 proc. do 4.314,34 pkt, a londyński FTSE 100 poszedł w dół o 1,06 proc. i wyniósł 5.354,70 pkt. Na koniec przenieśmy się jeszcze za ocean. Indeks ISM dla sektora produkcyjnego w Stanach Zjednoczonych spadł do poziomu 50 pkt. z 50,2 pkt. w czerwcu. Ekonomiści prognozowali wartość wskaźnika na poziomie 49,4 pkt. Warto przypomnieć, że 50 pkt. jest granicą między rozwojem a recesją. Druga dana też nie napawa optymizmem. Wydatki na konstrukcje budowlane w czerwcu w USA spadły o 0,4 proc. m/m. Jak podaje Amerykański Departament Handlu, wydatki na inwestycje mieszkaniowe okazały się być najniższe od 7 lat! Dokładniej rzecz ujmując, spadły one w czerwcu odpowiednio o 1,7 proc. m/m i aż o 26,4 proc. r/r.
Na rynkach alternatywnych nadal gorąco
Złotemu przez cały tydzień sprzyjały nastroje na rynkach bazowych. Chwilowe osłabienie rodzimej waluty wobec dolara wynikało z tego, że na rynku światowym dolar zyskał do euro w wyniku publikacji indeksu konsumentów za oceanem. Gracze na rynku walutowym nie oczekiwali zmiany parametrów polskiej polityki monetarnej. Dlatego w środę złoty zachowywał się dość stabilnie, choć w oczekiwaniu na decyzję RPP lekko tracił. Jednak po bardziej „jastrzębim” komunikacie po posiedzeniu, polska waluta wróciła znów na wyższe poziomy, co było spowodowane wzrostem nadziei na kolejną podwyżkę. Pomimo tego, iż złoty nadal pozostawał w trendzie wzrostowym, nie udało mu się przełamać poziomu 3,20 zł za euro. Ważne jednak, że wraca apetyt na ryzyko, a to na pewno pomoże rodzimej walucie.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni tendencja na rynku ropy się odwróciła. W tym czasie cena surowca spadła o 25 dolarów. Jedną z przyczyn wyraźnej obniżki cen jest spadające zapotrzebowanie na paliwa w Stanach Zjednoczonych. Departament Transportu ogłosił, że w okresie od stycznia do maja, Amerykanie przejechali o 15 miliardów kilometrów mniej niż rok wcześniej. Zużycie ropy w USA zmniejszyło się o 900 tysięcy baryłek dziennie. Wpływ na spadek cen ropy ma również wzmocnienie dolara oraz zmniejszenie napięć w stosunkach z Iranem. Przypomnę, że ceny ropy na rynkach światowych rosły stale przez wiele miesięcy i 11 lipca osiągnęły rekordowy poziom zbliżając się do 150 dolarów za baryłkę. Analitycy przestrzegali wtedy, że wkrótce za ropę trzeba będzie płacić 200 dolarów. Obecnym spadkiem cen czarnego złota o 17 procent w ciągu niespełna trzech tygodni zaniepokojona jest natomiast Libia. Poinformował o tym Shokri Ghanem, szef libijskiego koncernu National Oil Corp. Nie podał jednak, jakie rozwiązania zaproponuje Libia podczas posiedzenia OPEC 9 września w Wiedniu. Trzeba również przyznać, że rynek jest mocno rozchwiany. W piątek ceny ropy w Nowym Jorku wzrosły o ponad 4 dolary za baryłkę, po wyżej wspomnianej wypowiedzi wicepremier Izraela Shaula Mofaza.
Jaka jest kondycja największej gospodarki świata???
Gospodarka USA znajduje się na pograniczu recesji. W drugim kwartale wzrost PKB wyniósł 1,9 procenta w skali rocznej, ale wielkie korporacje ograniczają produkcję, banki bankrutują, a giełda dołuje od kilku miesięcy. Nie jest to bez znaczenia dla rodzimego rynku kapitałowego. Trzeba zwracać uwagę na rozwój sytuacji na rynku finansowym w USA, która nadal jest niestety nerwowa, a końca kryzysu nie widać. Ważny jest też scenariusz zafundowany nam przez złotego. Mocna rodzima waluta z jednej strony „blokuje” inflację, ale z drugiej bez jej osłabienia trudno spodziewać się, że wyniki finansowe większości polskich producentów będą się dynamicznie poprawiać, a tym samym na giełdzie mógłby nastąpić wzrost kursów akcji. Przyjrzyjmy się teraz temu, co czeka nas już w najbliższym tygodniu. W poniedziałek poznamy wydatki i przychody Amerykanów (uwaga prognozowana wartość ujemna), raport Challengera oraz inflację PPI w Strefie Euro. We wtorek dowiemy się jak kształtowały się wskaźniki PMI w Europie oraz ISM w Stanach, warto także zerknąć na sprzedaż detaliczną w krajach Strefy Euro. Jestem jednak pewien, że wszyscy będą wyczekiwać na 20:15 i decyzję FED dotyczącą stóp procentowych (nie prognozuje się zmian). Środa będzie spokojniejsza, choć zapewne nie dla rynku ropy – publikacja dynamiki zapasów w Stanach Zjednoczonych. Nie należy także zapominać o danych informujących o kredytach konsumenckich w USA. Czwartek to dzień banków centralnych, najpierw Bank Anglii, a po nim Europejski Bank Centralny podejmą swoje decyzje, w obu przypadkach nie przewiduje się zmian w prowadzonej przez nie polityce monetarnej. Komplet danych uzupełnią: produkcja przemysłowa w Niemczech, indeks rynku nieruchomości publikowany przez NAR oraz piątkowe dane o wydajności pracy i zapasach w hurtowniach w Stanach Zjednoczonych.
Piotr Murdzek
Główny Ekonomista
Compentia