Ostatni tydzień to wyraźna dominacja na światowych giełdach niedźwiedzi nad bykami. Tym pierwszym sprzyjały fatalne dane makroekonomiczne. W poniedziałek Eurostat poinformował o niepokojącym wzroście inflacji PPI. Ceny produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) wzrosły w czerwcu w Strefie Euro o 0,9% m/m i 8% r/r (odpowiednio 1,2% i 7,1% w maju). Tak poważny skok tempa wzrostu cen producentów może wkrótce przełożyć się na podwyżki cen dóbr konsumpcyjnych. W rezultacie doprowadzi to do jeszcze poważniejszego zwiększenia się dynamiki inflacji HICP, czyli wskaźnika, na którego utrzymaniu w ryzach, najbardziej zależy władzom Europejskiego Banku Centralnego. Pomimo tych danych indeksy giełd w zachodniej Europie wzrosły głównie za sprawą spółek energetycznych, które zyskiwały dzięki wzrostowi cen ropy na światowych rynkach. My mieliśmy mniej szczęścia i pierwszą sesję zakończyliśmy na minusie. Nastroje znacznie pogorszyła informacja o kłopotach Fortis Banku. Okazuje się, że zła sytuacja finansowa grupy belgijsko-holenderskiej może spowodować wyjście banku z polskiego rynku. Fortis ma poważne kłopoty, które są wynikiem przejęcia części holenderskiej grupy ABN Amro oraz ogólnoświatowego kryzysu finansowego spowodowanego załamaniem na rynku kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych. To pierwsza tego typu informacja dotycząca polskiego rynku. W jeszcze gorszych nastrojach na początku tygodnia byli inwestorzy w USA. Ale zachwyceni być nie mogli skoro inflacja konsumencka wzrosła o 0,8 proc. (m/m), a to najwyższa wzrost od trzech lat. Co prawda według innych opublikowanych danych wydatki Amerykanów wzrosły bardziej niż oczekiwano, podobnie jak przychody, ale te wiadomości są niczym wobec zagrożenia wzrostem inflacji. Wydatki konsumentów rosną podtrzymując gospodarkę, ale są one stymulowane rabatami podatkowymi. Gdy ich efekt wygaśnie, a Fed zacznie przeciwdziałać inflacji podnosząc stopy procentowe, kondycja gospodarki może istotnie się pogorszyć. Co gorsza z raportu Challengera wynika, że w lipcu liczba przewidywanych zwolnień pracowników w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 21% m/m i aż o 140,8% r/r. Od początku tego roku, firmy zza oceanu ogłosiły, że planują pozbawić pracy 579.260 pracowników, czyli o 33% więcej niż w siedmiu pierwszych miesiącach 2007 r. Wobec tego do szybciej rosnących cen dołącza poważny wzrost bezrobocia. Połączenie obu tych czynników może doprowadzić Stany Zjednoczone do niebezpiecznego zjawiska, czyli do stagflacji.
FED zachowuje względny spokój
Amerykańska Rezerwa Federalna podjęła decyzję o pozostawieniu bez zmian głównej stopy procentowej. Jest to drugie posiedzenie Fed od sierpnia 2007 roku, na którym nie zapadła decyzja o zmianie poziomu stóp procentowych w USA. Ekonomiści spodziewali się takiego rozwiązania. Stopa funduszy federalnych nadal wynosi więc 2 proc. Bez zmian, na poziomie 2,25 proc., pozostała również stopa dyskontowa, stosowana w przypadku bezpośrednich kredytów dla banków komercyjnych. Co ciekawe decyzja nie została podjęta jednogłośnie przez wszystkich członków Rady Rezerw Federalnych. Jedyną osobą, która wyłamała się z głosowania za pozostawieniem stóp na niezmienionym poziomie był - po raz piąty w tym roku - szef Fed w Dallas, Richard Fisher, który optował za dokonaniem podwyżki o 25 pb. W komunikacie możemy przeczytać: „Mimo, iż wciąż istnieje ryzyko dalszego spowolnienia gospodarczego, powodem do zmartwienia dla banku centralnego jest również wzrastająca coraz szybciej inflacja”. W wypowiedziach członków Fed i samego szefa Rezerwy Federalnej wyraźnie dało się odczuć jastrzębią retorykę, a to duża zmiana. Do tej pory wszyscy byli bardziej powściągliwi w mówieni o rosnącej inflacji i przeciwdziałaniu temu procesowi. Pozostańmy jeszcze na chwilę w Stanach Zjednoczonych. Indeks ISM dla sektora usług w USA wzrósł nieoczekiwanie do 49,5 pkt z 48,2 pkt przed miesiącem, podczas gdy oczekiwano jego spadku do 48 pkt. Dane o tyle istotne, że sektor usług odpowiada za ponad 80 proc. amerykańskiego PKB. Jakkolwiek poprawa jest niezwykle pożądana, to trzeba pamiętać, że indeks wciąż znajduje się poniżej poziomu 50 pkt, który to odgradza recesję w sektorze od rozwoju. Inwestorzy odebrali tę wiadomość niezwykle pozytywnie, dzięki czemu indeks ISM stał się motorem wzrostów na giełdzie w Nowym Jorku. Również parkiety europejskie ponownie znalazły się pod panowaniem byków. Popyt szczególnie mocno zaatakował przed publikacją danych dotyczących gospodarek europejskich. DAX szybko wzrósł o 2 proc. a zaraz za nim podążał londyński FTSE. Widząc tak nagłe i niespodziewane wzrosty krajowi inwestorzy również ruszyli do zakupów. Wzrost WIG20 nie był jednak aż tak imponujący, co było głównie spowodowane słabą postawą spółek surowcowych. Co ciekawe dla europejskich graczy dane z Eurolandu nie miały żadnego znaczenia i ani przez moment nie wpłynęły na skalę wzrostu. Warto jednak odnotować, że okazały się one zgodne z oczekiwaniami, przy czym wciąż wynika z nich jasno, że w europejska gospodarka ma kłopoty. Te gorsze dane to spadająca sprzedaż detaliczna (-0,6 proc. m/m; -3,1 proc. r/r) oraz wskaźnik PMI dla sektora usług, który przyjął wartość 48,3 pkt. Jedynym zaskoczeniem może być spadek dynamiki sprzedaży detalicznej o 3,1 proc. r/r, gdyż spodziewano się spadku, ale tylko o 1,3 proc.
Gorsze oceny koniunktury
Barometr koniunktury w polskiej gospodarce w II kwartale 2008 roku zanotował znaczący spadek w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Eksperci z Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej poinformowali, że w II kwartale wartość barometru koniunktury wyniosła 3,6 pkt., toteż mieliśmy do czynienia ze spadkiem w ujęciu rocznym o ok. 13 pkt., w ujęciu kwartalnym zaś o ok. 1,7 pkt. Sytuację gospodarczą większość badanych ocenia negatywnie. W ogólnej ocenie koniunktury roczny spadek wartości barometru jest dużą zmianą, nieodnotowaną w dotychczasowych badaniach. Spadek nastąpił we wszystkich badanych obszarach, najmocniej w transporcie i przemyśle przetwórczym, nieco lepsza sytuacja jest w rolnictwie i handlu. Z kolei badanie kondycji gospodarstw domowych przeprowadzone w lipcu wskazuje na nieznaczny spadek optymizmu. Nastroje gospodarstw domowych nie są aż tak złe jak w całej gospodarce. Bieżący niewielki spadek wartości barometru, zdaniem autorów badania, wynika głównie ze spadku przewidywań odnośnie własnej sytuacji finansowej. Nienajlepsze humory mieli w środę również inwestorzy na GPW. Wtorkowe zakończenia sesji w Stanach Zjednoczonych oraz zwyżki w Azji nie przełożyły się na wzrosty na warszawskim parkiecie. Główne indeksy zakończyły dzień na minusach, a spośród spółek z WIG20 wzrost na zamknięciu zanotował jedynie KGHM, któremu pomogły rosnące ceny miedzi. Powodów do zadowolenia nie mieli też inwestorzy niemieccy. Wartość indeksu DAX w pierwszych godzinach handlu rosła, ale po dużo słabszych danych o zamówieniach fabrycznych, które spadły o 2,9% m/m i 6,1% r/r przy prognozowanych wartościach 0,4% m/m i -4,7% r/r indeks zdecydowanie stracił na wartości. Przecenie stawił natomiast czoła francuski CAC40. Jednak najbardziej mrożące krew w żyłach informacje przepłynęły zza oceanu. Otóż Morgan Stanley zamroził linie kredytowe tysiącom klientów. Wiadomość podała agencja Bloomberg powołując się na informatora z banku pragnącego zachować anonimowość, ponieważ to tajna informacja. Chodzi o linie kredytowe zabezpieczone hipotekami na zajmowane przez klientów banku nieruchomości. Zamrożenie linii kredytowych ma związek ze spadkiem cen nieruchomości w Stanach Zjednoczonych i jest po prostu kolejną odsłoną trwającego od roku kryzysu. Bank obecnie nie jest w stanie przeszacować wartości zabezpieczeń, pod które udzielił linii kredytowych, wobec tego musi je zamrażać. Przypomnę, że w pierwszym kwartale ogłoszono najwięcej upadłości konsumenckich od 20 lat. Były one głównie spowodowane zbyt wysokimi liniami kredytowymi pod hipotekę.
EBC i BoE bez zmian, Czesi tną
Zgodnie z oczekiwaniami Europejski Bank Centralny i Bank Anglii pozostawiły stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Wcześniej EBC podniósł stopy procentowe w marcu i czerwcu 2007 roku oraz w lipcu br. Tak więc minimalna oferowana stopa procentowa podstawowych operacji refinansujących oraz stopy kredytu banku centralnego i depozytu w banku centralnym pozostaną na niezmienionym poziomie, odpowiednio 4,25 proc., 5,25 proc. oraz 3,25 proc. Także Bank Anglii (Bank of England) utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Główna stopa procentowa repo w Wielkiej Brytanii wynosi nadal 5,00 proc. Z kolei czeski bank centralny obniżył stopy procentowe o 25 pb. Główna stopa procentowa wynosi teraz 3,50 proc. Analitycy spodziewali się, że Narodowy Bank Czech pozostawi stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Ostatni ruch na głównej stopie procentowej nastąpił w lutym, kiedy została ona podwyższona o 25 pkt bazowych i była to piąta podwyżka od maja 2007. Obecną obniżkę Czesi tłumaczą próbą przeciwdziałania umacniającej się koronie. Gospodarka naszych południowych sąsiadów jest znacznie bardziej uzależniona od handlu zagranicznego i mocna aprecjacja korony pogarsza jej konkurencyjność zarówno bezpośrednio, jak i poprzez wzrost kosztu pracy wyrażonego w euro. Czeski bank centralny wyraził też troskę o wzrost gospodarczy kraju, spychając na drugi plan rosnącą inflację. Ale już EBC za priorytet uważa utrzymanie inflacji w ryzach, a ponieważ ryzyko wzrostu inflacji (ze względu na rosnące płace) wciąż się utrzymuje, EBC nie zamierza obniżać stóp, nawet jeśli uważa, że wzrost gospodarczy w Strefie Euro był w II kwartale słaby i w takiej kondycji europejska gospodarka przejdzie też przez III kwartał. Ta wypowiedź oraz wcześniejsze słowa członków Rezerwy Federalnej wyraźnie wskazują na słuszność moich zeszłotygodniowych wniosków. Wydaje się, iż szefostwa głównych banków centralnych świata obecnie mówią jednym głosem, a to zwiastuje nam scenariusz nakreślony przeze mnie w poprzedniej analizie. Pozostańmy jeszcze na chwile w sferze prognoz. Bowiem analitycy banku Credit Suisse (CS) obniżyli swoją prognozę globalnego PKB do 3,9 proc. z 4,1 proc. zarówno w 2008 r. jak i w 2009 r. Po raz ostatni globalny PKB był poniżej progu 4,0 proc. w 2003 r., gdy wyniósł 3,6 proc. Z kolei światowe ceny paliw i żywności zdaniem CS ustabilizują się już teraz, globalna inflacja osiągnie swój szczyt w obecnym kwartale. Średnią globalną inflację analitycy szacują na 5,9 proc. w 2008 r. i 4,5 proc. w 2009 r. Za największe krótkoterminowe ryzyko analitycy Credit Suisse uznają zachowanie amerykańskiego konsumenta po tym, jak ustanie dopływ gotówki z tytułu ulg podatkowych. Ryzyko w średnim okresie wiąże się z kondycją sektora finansowego. Jeśli chodzi o gospodarkę Stanów Zjednoczonych to w czwartek pojawił się promyczek nadziei. Dynamika sprzedaży domów będących w trakcie budowy wyniosła w czerwcu 5,3 proc., podczas gdy analitycy spodziewali się -1 proc. Przypomnę, że w maju wartość dynamiki publikowanego przez NAR indeksu, wyniosła -4,7 proc. Pamiętajmy jednak, że sprzedaż domów na rynku wtórnym okazuje się wciąż być 12,3 proc. niższa niż przed rokiem.
Czesi mają kłopoty z inflacją
Czwartkowa decyzja czeskiego banku centralnego wydaje się być jeszcze dziwniejsza po zapoznaniu się z piątkowymi danymi. Inflacja w Czechach w lipcu wzrosła do 6,9 proc. r/r wobec 6,7 proc. w czerwcu, analitycy spodziewali się takiego wzrostu. Inflacja przekracza cel inflacyjny Narodowego Banku Czech (3 proc.) od dziewięciu miesięcy. Po takiej decyzji banku centralnego wzrost cen może jeszcze bardziej przybrać na sile, toteż nasi sąsiedzi „mają szansę” na dwucyfrową inflację. Znad Wełtawy przenieśmy się nad Wisłę. Ostatnia sesja tego tygodnia zakończyła się spadkiem głównych indeksów - WIG20 stracił 0,9%, a WIG zanotował spadek rzędu 0,7%. W skali całego tygodnia największemu spadkowi uległ WIG20 obniżając swoje notowania o 3,96%, tuż za nim ze stratą wynoszącą 3,25% uplasował się indeks szerokiego rynku WIG. sWIG oraz mWIG straciły od ostatniego piątku odpowiednio 2,43% oraz 2,06%. Najważniejszą piątkową informacją były wyniki opublikowane przez PKO BP, którego zysk netto w II kwartale wyniósł 897 mln PLN wobec 611 mln PLN rok wcześniej i był niemalże zgodny z oczekiwaniami analityków.
Ostatniego dnia tygodnia nie byliśmy świadkami zbyt wielu publikacji makroekonomicznych, toteż zdecydowany prym wiodły dane z USA. Najpierw dowiedzieliśmy się, że wydajność pracy w Stanach Zjednoczonych w sektorach pozarolniczych wzrosła o 2,2 proc. w II kwartale tego roku. Co okazało się być wynikiem gorszym od prognoz (2,5 proc.) oraz od danych za I kwartał (2,6 proc.). Z kolei jednostkowe koszty pracy wzrosły o 1,3 proc., wobec szacunków na poziomie 1,4 proc. Jednak najistotniejszy jest fakt, że w sektorze przemysłowym wydajność pracy spadła o 1,4 proc. r/r w II kwartale, podczas gdy jednostkowe koszty pracy wzrosły aż o 6,1 proc. (najwyższy przyrost od IV kw. roku 2006). Drugie, tego dnia publikowane, dane dotyczyły zapasów w amerykańskich hurtowniach. Wzrosły one o ę1,1 proc. m/m, wobec prognoz na poziomie 0,6 proc. m/m. Zaś w ujęciu rocznym zapasy wzrosły o 9,5 proc. Na koniec II kwartału zapasy benzyny wzrosły o 8,3 proc., natomiast zapasy produktów rolniczych o 7,1 proc.
Decyzja Czechów niekorzystna dla złotego
Na początku tygodnia rynki walutowe pozostawały spokojne. Wszyscy wyczekiwali na decyzje o poziomach stóp procentowych banków centralnych USA i Strefy Euro. Złoty tracił na wartości wobec euro i dolara. Przecenę naszej waluty wywołała wypowiedź wicepremiera Waldemara Pawlaka, który stwierdził, że silny złoty szkodzi gospodarce, sugerując jednocześnie, że być może warto walczyć z ewentualną dalszą aprecjacją waluty krajowej. Wtorkowa decyzja Rezerwy Federalnej nie zmieniła obrazu rynku, ale już czwartkowe EBC i Banku Anglii choć zgodne z oczekiwaniami wprowadziły sporo nerwowości. Na rynku walutowym dolar znacząco umocnił się wobec euro. Złoty tracił wobec amerykańskiej waluty, wobec euro został praktycznie stabilny. W trakcie konferencji szefa EBC dolar zaczął się gwałtownie umacniać łamiąc poziom 1,5400. Mimo, że wcześniej eurodolar wyraźne zyskał po publikacji danych dotyczących nowozarejestrowanych bezrobotnych w USA. Dla nas najistotniejsza była decyzja Narodowego Banku Czech. Obniżenie przez niego stóp może zmniejszyć w oczach inwestorów atrakcyjność walut całego regionu.
Dobrze tydzień rozpoczęła ropa naftowa, gdyż jej cena rosła za sprawą informacji, że tropikalny sztorm Edouard może przekształcić się w huragan zmierzając w kierunku Teksasu, co może zagrozić wydobyciu ropy w Zatoce Meksykańskiej. Wzrosty nie trwały jednak długo, w środę amerykański Departament Energii (DoE) poinformował, że zapasy ropy naftowej w USA wzrosły w ubiegłym tygodniu o 1,61 mln baryłek, czyli 0,55 proc., do 296,863 mln baryłek. Analitycy spodziewali się spadku zapasów ropy o 1,5 mln baryłek. Kolejne dnie to kolejne spadki i w ten oto sposób ceny ropy Brent kończą tydzień na giełdzie ICE ponad 10 dolarowym spadkiem (115,20 USD). Złe nastroje wśród inwestorów wynikały przede wszystkim ze spadającego popytu na ropę i jej produkty. Informacja o wstrzymaniu dostaw ropy z Azerbejdżanu (1 mln bbl/d) rurociągiem Baku-Tbilisi-Ceyhan do zachodnich krajów Europy spowodowała tylko chwilowe wzrosty. Negatywnie na ceny ropy wpłynęła też sytuacja na rynku walutowym, gdzie dolar gwałtownie się umocnił po komentarzach szefa Europejskiego Banku Centralnego. Również miedź traciła w minionym tygodniu na wartości, co było spowodowane obawami, że zmniejszy się popyt, po tym jak zapasy rosną, a światowe gospodarki spowalniają.
Prognozy oraz ucieczka inwestorów indywidualnych
Zacznijmy od prognoz cen produktów, które każdego z nas interesują, a także są niezwykle istotne z makroekonomicznego punktu widzenia. Według szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej ceny żywności na koniec 2008 roku wzrosną w ujęciu rocznym o 8-10 proc. Podkreślono jednak, że prognozy cen żywności obarczone są dużą niepewnością. Bezpośredni wpływ na szacunki cen żywności mają tendencje w gospodarce narodowej oraz związany ze wzrostem cen paliw i energii, wzrost kosztów produkcji rolnej. Druga prognoza dotyczy właśnie cen paliw i jest krótkoterminowa. Otóż w związku ze spadkiem cen ropy szacuje się, że w nadchodzącym tygodniu cena benzyny może obniżyć się o ok. 5-7 gr/l, a w przypadku oleju napędowego ok. 8-10 gr/l.
Pora przejść do tytułowej ucieczki inwestorów indywidualnych. Przyzwyczailiśmy się już do informacji o odpływie kapitału z TFI. Niedawno dowiedzieliśmy się, że aktywa zgromadzone w funduszach krajowych TFI spadły w lipcu o 3,2 mld zł, czyli o 3,3 proc. do 93,2 mld zł z 96,4 mld zł na koniec czerwca. To już dziewiąty z rzędu i dziesiąty w ciągu ostatnich 12 miesięcy spadek środków zarządzanych przez towarzystwa, przy czym na przestrzeni ostatniego roku zmniejszyły one swoją wartość o 1/3. Taka wiadomość nikogo już nie dziwi. Znacznie ciekawszy wniosek można wyciągnąć z badania ankietowego przeprowadzonego w lipcu wśród 23 polskich biur maklerskich. Otóż na rynku głównym GPW inwestorzy indywidualni przeprowadzili w I półroczu transakcje akcjami za ponad 29 mld zł - jest to o ok. 25 mld mniej niż w II półroczu 2007 r. Udział inwestorów indywidualnych w obrotach akcjami wyniósł w I półroczu 18 proc. i jest najniższy w historii notowań na GPW.
Inflacja, inflacja, inflacja
Nadchodzący tydzień zostanie zdominowany przez dane o inflacji. W poniedziałek i wtorek poznamy inflację PPI i CPI w Wielkiej Brytanii, zaś w środę inflację CPI w Polsce. Prawdziwy grad inflacyjnych wiadomości czeka nas w czwartek, najpierw CPI i HICP w Niemczech, potem HICP oraz HICP core dla Strefy Euro, a na koniec CPI i CPI core w Stanach Zjednoczonych. Opublikowane zostaną także dynamiki PKB dla Japonii, Niemiec oraz Strefy Euro. Bacznie należy się też przyglądnąć bilansowi płatniczemu Polski, produkcji przemysłowej Strefy Euro oraz bilansowi handlowemu, sprzedaży detalicznej i deficytowi budżetowemu USA. W piątek polscy inwestorzy mają wolne, ale za oceanem podane zostaną dane dotyczące produkcji przemysłowej oraz indeksu nastrojów Uniwersytetu Michigan.
Piotr Murdzek
Główny Ekonomista
Compentia