
Indeks Nastrojów Inwestorów jest cotygodniowym badaniem przeprowadzanym przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych pod patronatem serwisu Wyborcza.biz i Gazety Wyborczej.
Mierzy procent inwestorów byków, niedźwiedzi i neutralnych odnośnie kierunku rynku giełdowego przez następne 6 miesięcy.
Członkowie i sympatycy SII mogą oddać cotygodniowo tylko jeden głos.
----------
Wyniki INI z ubiegłych tygodni - Trend na giełdzie przez następne 6 miesięcy będzie:

W badaniu bierze już udział ponad 350 inwestorów tygodniowo! Dziękujemy serdecznie za wszystkie głosy.
----------
Głosuj zalogowany i wygrywaj nagrody!
Każdy oddany głos to 5 punktów SII.
(*przed wzięciem udziału w badaniu należy się zalogować, inaczej głos jest anonimowy)
Jeśli chcesz zamieścić powyższą sondę na swoim serwisie internetowym prosimy o kontakt mailowy - lporebski@sii.org.pl
Wyniki historyczne INI (stan na 17 maja 2012 r.)
----------
Znakomite (niezbyt usprawiedliwione) nastroje
W październiku dwa czynniki oddziaływały na rynki finansowe – oczekiwanie na posiedzenie FOMC i sezon wyników kwartalnych amerykańskich spółek. Wyniki te nie były dobre (zyski spadały),awsektorze finansowym wręcz bardzo złe. Kilka spółek rozczarowało, a Merrill Lynch zwiększył straty poniesione na instrumentach związanych z rynkiem hipotecznym z 5 do 7,5 mld USD. O 5miliardachmówił 19 dni przedtem … Inwestorzy doszli do wniosku, że to, co mówią firmy sektora finansowego nie ma żadnego znaczenia, skoro po kilkunastu dniach mogą tak zmienić dane. To byłprawdziwyszok dla rynku. Strata kwartalna Merrill Lynch wyniosła 2,3 mld USD i była największa w 93 – letniej historii tej firmy. Poza tym zarząd firmy oświadczył, że pojawienie siękolejnychtrudności może załamać rynek kredytowy. Ile jeszcze takich niespodzianek pojawi się w niedalekiej przyszłości? Giełdowi gracze jednak się nie przestraszyli.
Niepokojące informacje dochodziły też z sektora sprzedaży detalicznej. Target (obniżył prognozy, a Wal-Mart zapowiedział, że zmniejszy inwestycje ze względunawolniejszyrozwójgospodarkiamerykańskiej. Trzeba pamiętać, że konsument odpowiada za 2/3 amerykańskiego PKB. Generalnie analitycy twierdzili jednak, że słabe wyniki spółek sektora finansowegosąwydarzeniem jednorazowym, a w czwartym kwartale ich zyski znowu będą bardzo duże. Dosyć to odważne stwierdzenie skoro takie wielkie jest prawdopodobieństwo wejścia gospodarki w recesję.Panujeprzekonanie, że Fed będzie nadal obniżał stopy, co uchroni gospodarkę przed recesją, a straty spółek w sektorze finansowym są tylko wypadkiem przy pracy. Doskonale zachowywał się jednakindeksNASDAQ, bo gracze liczą na to, że obniżki stóp najbardziej pomogą właśnie temu sektorowi rynku.
Na razie nikt nie przejmuje się tym, że Fed swoimi obniżkami doprowadza do podnoszenia cen, bo osłabia dolara, a to wymusza wzrosty cen surowców. Wzrost inflacji w końcu (w przyszłym roku)musidoprowadzić do podnoszenia stóp, a to gospodarce bardzo zaszkodzi. Zaszkodzi przede wszystkim sektorowi finansowemu, który wcale jeszcze nie wyszedł z kryzysu. W zeszłym miesiącu agencjaratingowaStandard & Poor's obniżyła ratingi dla 23,4 mld USD instrumentów bazujących na kredytach hipotecznych. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie dwa czynniki. Po pierwszeinstrumenty tewyemitowano w pierwszej połowie tego roku (nawet w czerwcu). Dotychczas zakładano, że problem dotyczy tylko starszych aktywów. Po drugie zaś były to instrumenty bazujące już nietylkona kredytachsubprime (bardzo ryzykowne), ale i również na Alt-A (Alternative-A). Te ostatnie były uważane za zdecydowanie bardziej wiarogodne od subprime. Na razie jednak nikt się tym nieprzejmuje.
Zróżnicowane dane makro nie szkodzą akcjom
Dane makro były zróżnicowane. Inflacja w cenach konsumentów (CPI) wzrosła więcej niż tego oczekiwano (0,3 proc.) – największy wzrost od czterech miesięcy. Wzrostinflacjibazowejbyłjednakzgodny z prognozami. Bardzo złe były za to dane o ilości rozpoczęte budów domów (- 10,2 proc.) i wydanych zezwoleń na ich budowę (- 7,3 proc.). W obu przypadkach spadekdoprowadziłdane do poziomu z 1993 roku. Poza tym wrzesień był 18-tym miesiącem spadku dynamiki. Ostatnio taką serię widzieliśmy w czasie recesji w USA na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku.Sprzedażdomów na rynku wtórnym spadła o 8 procent (oczekiwano spadku o niecałe 4 proc.). Najgorsze w tym raporcie było to, że spadła również (o 4,2 proc.) mediana cenowa. Najwyraźniej posiadaczedomówzaczynają spuszczać z tonu. Jednak nie dość szybko, bo ilość niesprzedanych domów wzrosła do najwyższego w historii tej statystyki poziomu (prowadzona jest od 1999 roku). Z tegomożnawywnioskować,że ten rynek czeka jeszcze w przyszłym roku prawdziwa przecena. Spadek cen to najgorsze, co może spotkać ich zadłużonych posiadaczy. Fatalny był też opublikowany przez NAHBindeksrynku nieruchomości– spadł dopoziomu najniższego w historii (18 pkt. – oczekiwano spadku do 19 pkt.).
Reszta gospodarki źle nie wyglądała. Okazało się, że w trzecim kwartale PKB w USA rósł jeszcze szybciej niż w drugim. Oczekiwano, że wzrost wyniesie 3,1 proc., a tymczasem wyniósł 3,9procent,czylio0,1 pkt. proc. więcej niż w drugim. Zadziwiający był deflator, czyli wskaźnik inflacji. Wzrósł jedynie o 0,8 proc, (oczekiwano wzrostu o 2 proc.). Za to bazowy wskaźnikwydatkówosobistych(PCEcore)wzrósł aż o 1,7 proc. (spodziewano się wzrostu o 1,5 proc.). Wydatki wzrosły o 3 procent, czyli dużo szybciej niż w drugim kwartale (1,7 proc.,). Ani spadek cen domów,ani droga ropa nie zniechęciłykonsumenta amerykańskiego. Gwałtownie wzrósł też eksport – o 16,2 proc. (w drugim kwartale tylko 7,5 proc.) – to był już widoczny wpływ słabegodolara.Trzeba pamiętać jednak, że są todane wstępne. Zakładam, że weryfikacja będzie znaczna i wtedy dopiero zobaczymy, co tak naprawdę dzieje się w gospodarce amerykańskiej.
Fed nadal robi to, czego chcą rynki
Bardzo ciekawe było wystąpienie Bena Bernanke w Economic Club w Nowym Jorku. Tytuł tego wystąpienia brzmiał „Ostatnie zawirowania na rynkach finansowych i jego konsekwencje dla gospodarkiipolityki monetarnej”. Najważniejsze według mnie było to, że szef Fed uważa, iż co prawda najgorsze już minęło (bardzo optymistyczny pogląd), ale odrodzenie rynków potrwa czas dłuższy inieobędzie się bez porażek. Stwierdził też, że kryzys rynku nieruchomości będzie poważnym obciążeniem dla gospodarki również w przyszłym roku. Podobny pogląd wyraził Henry Paulson,sekretarzskarbu.Nie była to jednak zapowiedź obniżki stóp, bo w tej kwestii Bernanke wygłosił formułę „Fed będzie dokładnie obserwował sytuację i reagował tak, żeby zapewnić efektywne funkcjonowanierynków,stabilność gospodarczą i cenową”.
Co w tej sytuacji powinien zrobić FOMC? Powinien pozostawić stopy bez zmian. Komitet zrobił jednak dokładnie to, co mu rynki kazały zrobić, czyli obniżył stopy o 25 pb. Trudno nawetpowiedzieć,żebyw komunikacie znalazło się coś, co wykluczałoby kolejne obniżki. Co prawda członkowie Komitetu uważają, że „ryzyko wzrostu inflacji jest mniej więcej takie samo jak ryzykospowolnieniagospodarczego”, ale zwrócili również uwagę na to, że tempo wzrostu gospodarczego spadnie z powodu problemów rynku nieruchomości. Pojawiła się też obawa o to, że rosnące cenysurowców mogązwiększyć presję inflacyjną. Można powiedzieć, że Fed na razie zaprzestanie obniżania stóp, ale nie wyklucza, że znowu to zrobi w przyszłości. Był to bardzo niejasny komunikatpozostawiający dużoswobody interpretacyjnej. Jedno wydawało się być pewne – Fed nie spodziewa się, żeby gospodarka weszła w recesję.
Wykres indeksu S&P 500

WykresindeksuNASDAQ

Dolar coraz słabszy
Słabe dane makro i oczekiwanie na obniżkę stóp osłabiały dolara. Najdziwniejsze jest to, że szczyt G-7 dał zielone światło upadkowi dolara. Ministrowie finansów skupili się na chińskim juanie(nadalnaciskają na jego rewaluację) i całkowitym milczeniem pominęli kwestię dolara. Pomagała euro również wypowiedź Axela Webera, prezydenta Bundesbanku,który stwierdził, że ECB„zrobiwszystko,cojest niezbędne, aby zapewnić stabilność cen” (czytaj: rozważa podwyżkę stóp). Również Rodrigo de Rato, dyrektor generalny MFW sprzyjałupadkowi dolara. Powiedział, żeamerykańska waluta jestnadal przewartościowana. Zaznaczył co prawda, że na razie „uporządkowane” osłabienie dolara nie jest groźne, ale zastrzegł się też, że gdyby rynki wpadły wpanikę to bardzo gwałtownautrata wartości przez „zielonego” bardzo zaszkodzi gospodarce. Problem w tym, że nikt nie wie, kiedy „uporządkowane” osłabienie zamieni sięwniekontrolowaną przecenę. Obawiamsię, że czołowi ekonomiści naszego globu zachowują się jak uczniowie czarnoksiężnika – uruchamiają proces, którego nie będą potrafili zatrzymać. Nie wiemy,gdzie jest kres tego trendu, ale nieulega wątpliwości, że rynkowi należy się już korekta.
WykreskursuEUR/USD

WykreskursuUSD/JPY

Surowce odwrotnością dolara
W centrum uwagi były jednak nie tylko wyniki spółek i posiedzenie FOMC, ale również rynek ropy. Słaby dolar podnosił jej cenę, która biła kolejne raporty. Wymyślano też różne powody zwyżki,zktórych najbardziej popularny mówił o wzroście cen z powodu zwiększenia popytu z Chin. Uważam, że był to tylko i wyłącznie pretekst. Popyt z Chin rzeczywiście rośnie, ale nie tak,żebydoprowadzićdo rekordowych cen surowców. Poza tym Chiny robią wszystko i zrobią więcej, żeby gospodarkę trochę spowolnić. Byki korzystały też z tego, że rosło napięcie napięcia między TurcjąiIrakiem.Pretekstem do wzrostu cen tego surowca był też wzrost napięcia między Iranem a USA, Stany Zjednoczone oskarżyły Iran o popieranie terroryzmu i zwiększyły naciski na zagranicznefirmyżądając, żeby ograniczyły kontakty z tym producentem ropy. Trzeba odnotować, że tak droga ropa wywołała protesty … OPEC. Organizacja producentów ropy stwierdziła, że cena nie ma nicwspólnegoz fundamentami i wynika tylko i wyłącznie z działań graczy na rynkach finansowych. OPEC ma rację, ale tak jest nie od dzisiaj.
W końcu miesiąca na rynku ropy rozpoczęła się korekta, ale trwała ona … jeden dzień. Podstawowym powodem korekty (spadek o ponad 3 proc.) był raport Goldman Sachs, którato firmarekomendowałakrótkoterminową realizacją zysków (w dłuższym terminie nadal podtrzymuje prognozę 105 USD). Ponieważ to właśnie Goldman Sachs latem tego roku mówił o ropie po 95 USD w tym roku to nicdziwnego wtym, że gracze posłuchali się takiej rekomendacji. Dziwić może tylko to, że ten bank inwestycyjny uważa wzrosty cen za usprawiedliwione fundamentalnie, kiedy gołym okiemwidać, że jest towynik gryspekulacyjnej. W dalszym ciągu na tym rynku nie ma żadnych oporów technicznych. Każdy poziom cenowy jest teraz możliwy. Jedynym pytaniem jest to, jaka cena zostanie uznana za szkodzącagospodarce.Rosła też szybko cena złota. Outsiderem była miedź, bo przecież tutaj naprawdę nie ma powodu do zwyżki, a opowieści o popycie z Chin są tylko pretekstem. Jeśli dolar będzie tracił tozłoto iropabędą nadal drożały. Jednak ostatnie zwyżki cen są już tak duże, że korekta (krótkoterminowa) może zawitać na rynek w dowolnym momencie.
Wykres ceny baryłki ropy

Wykres ceny złota

Wykres kontraktów na miedź

GPW nadal w hossie
Zachowanie złotego od początku października sygnalizowało, że napływa kapitał zza granicy. Nic dziwnego, ze jakiś duży klient (grupa funduszy?) uderzyła właśnie we wtorek 9 października i to koszykami podnoszącymi wartość zarówno akcji z WIG20 jak i kontraktów na ten indeks. Właśnie kontrakty są liderem ruchu indeksów – ogon macha psem. W kolejnych dniach nadal rynek za nos wodziły właśnie kontrakty - baza utrzymywała się chwilami w okolicach 50 pkt. GPW rządzą arbitrażyści, co budzi coraz większy sprzeciw i to nawet u bardzo doświadczonych graczy, którzy są na GPW od początku. Tyle, że chyba nie można nic na to poradzić. Musimy z tym żyć. Bardzo negatywny będzie jednak moment, w którym arbitrażyści zaczną się „rozpakowywać”. Zobaczymy to wtedy,kiedy sytuacja na rynkach światowych znacznie się pogorszy lub zbliży się termin wygasania tej linii kontraktów (grudzień).
Wydawało się, że duży wzrost obrotów i indeksów nie pozostawiały wątpliwości – przyszedł do nas większy kapitał, co zapowiada kontynuację hossy. Oczywiście nie znaczyło to, że będą bez przerwy rosły, ale takie kapitały nie przychodzą na parę dni. Zazwyczaj chodzi o parę tygodni lub miesięcy. Zagranica ma teraz idealną sytuację. Do końca roku złoty powinien się wzmacniać, a hossana rynku akcji zapewnie nie wygaśnie. Zagraniczni inwestorzy mają więc okazję zarobić dwa razy – na wzroście kursów akcji i na umocnieniu złotego. Mieliśmy jednak pewien problem, którym jest sezon publikacji raportów kwartalnych naszych spółek. Rozpoczynał się on w końcu października i trwa do połowy listopada. Bardzo często nasze fundusze wstrzymują się z zakupem akcji czekając na to, co zobaczą w raportach. Nic dziwnego, że w drugiej połowie października rynek był dosyć słaby. Ruch zacznie się w połowie listopada. Trudno być pesymistą, bo przecież koniec roku to historycznie najlepszy okres dla posiadaczy akcji.
Wybory nieznacznie wpłynęły na zachowanie rynków
W powyborczy poniedziałek nasze rynki finansowe nie zareagowały na wynik wyborów po raz n-ty pokazując, że polityka dla inwestorów nie ma większego znaczenia. Faktem jest jednak, że duże spadki indeksów podczas poprzedzającej wybory sesji w USA musiały negatywnie wpłynąć na giełdę. Również rynek walutowy przez długi czas nie reagował na wydarzenia polityczne. Zaczął się wzmacniać dopiero wtedy, kiedy agencja ratingowa S&P 500 zapowiedziała, że może podnieść rating Polski o ile nowy rząd przeprowadzi aprobowane przez nią reformy. Podobne zdanie ma agencja Fitch. Już następnego dnia, kiedy nastroje na świecie poprawiły się, indeksy w Warszawie wzrosły, a skala zwyżki mogła rzeczywiście odzwierciedlać zadowolenie z wygranej Platformy Obywatelskiej, która jest zdecydowanym faworytem rynków finansowych.
Te pierwsze reakcje nie mają wielkiego znaczenia. Zobaczyliśmy to zresztą już w następnych dniach, kiedy to GPW zachowywała się bardzo słabo. Inwestorzy muszą spokojnie poczekać na utworzenie koalicji, nowego rządu, sprawdzenie, jaka będzie postawa prezydenta Lecha Kaczyńskiego i co zamierza zrobić nowy rząd i Sejm. Na przykład uważam, że zapowiedzi wprowadzenia podatku liniowego za nieodpowiedzialne, bo nierealne (przeciw jest prezydent, PiS, LiD i raczej PSL). Rządzący muszą pamiętać o tym, że ich decyzje będą miały duży wpływ na kolejne wybory. Dlatego też nie wszystko to, co podobałoby się rynkom zostanie wprowadzone. Inwestor powinien pamiętać, że nic w warunkach inwestycyjnych się nie zmieniło, że nadal to, co dzieje się na świecie jest najważniejsze dla koniunktury na GPW. A na światowych giełdach sytuacja jest niejasna. Gospodarka globalna może w przyszłym roku znacznie zwolnić, co zaszkodziłby również Polsce.
Wykres indeksu WIG20

Wykres indeksu MWIG40

Wykres indeksu cenowego

Dane makro ostrzegają
Żadnego wpływu nie miały na zachowanie złotego dane makro, które jednak trochę zaskoczyły rynek. Okazało się, że we wrześniu inflacja gwałtownie wzrosła. Oczekiwano, że zwiększy się z 1,5 do 1,9proc., a tymczasem sięgnęła 2,3 proc. Drożała przede wszystkim żywność. Trzeba pamiętać o tym, że umacniający się złoty bronił nas przed importem inflacji. Szczególnie, jeśli chodzi o ceny paliw to upadek dolara w stosunku do złotego chronił polskich konsumentów przed wzrostem cen ropy. Podkreślał to BIEC w swoim raporcie. Jego Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI) (informuje oprzyszłychtendencjach inflacji) w październiku nie zmienił wartości. Wskaźnik Rynku Pracy (WRP) informujący z wyprzedzeniem o zmianach w wielkości zatrudnienia i stopy bezrobocia wzrósł kolejny, czwarty raz z rzędu sygnalizując, że spadek bezrobocia będzie coraz wolniejszy, a niewykluczone, że nastąpi nawet jego wzrost. Trzeci miesiąc z rzędu spadał Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury. Poza tym we wrześniu dynamika produkcji wzrosła tylko o 5,2 proc. To bardzo mały wzrost nawet, jeśli weźmie się pod uwagę mniejszą ilość dni roboczych. Szczególnie niepokojący był jedynie wzrost produkcji budowlano-montażowej jedynie o 0,2 proc. Jest to jeszcze jeden sygnał nadchodzącego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Nie widać niczego dramatycznego, ale jeśli pamięta się o silnym złotym i jego negatywnym wpływie na konkurencyjność eksporterów to można się już zacząć lekko niepokoić. Na razie jednak rynki finansowe znaczącego osłabienia nie dyskontują.
Mocny złoty może też niepokoić
Złoty nadal się w zeszłym miesiącu wzmacniał. Ostatnie szacunki mówiące o wpływie ponad 20 mld euro w tym roku od Polaków pracujących za granicami kraju dodały się do wzrostu kursu EUR/USD i do zwyczajowej siły naszej waluty w 4 kwartale, a skutki były wręcz dramatyczne. Kurs EUR/PLN przełamał dolne ograniczenie kanału rocznego trendu spadkowego otwierając drogę do 2,5 letniego ograniczenia kanału (obecnie na poziomie 3,50 PLN). Jeszcze gorzej wyglądał kurs USD/PLN. Przełamał dolne ograniczenie dwuletniego kanału trendu spadkowego, co otwiera drogę do 2,47 PLN.Jak sięwidzi takie zachowanie naszej waluty to trudno nawet szukać dna tego spadku. Myślę, że eksporterzy z prawdziwym strachem patrzą na kursy walut, które ograbiają ich z zysków i drastycznie zmniejszają konkurencyjność. To nie pomoże naszej gospodarce, chociaż z pewnością ograniczy inflację. Trzeba też pamiętać o tym, że im mocniejszy złoty tym mniejsze (w złotych właśnie) będą środki napływające do nas z UE. Powinniśmy się jednak przygotować na osłabienie naszej waluty na przełomie roku (a może również w styczniu). To historyczna zależność. Uzasadniona zresztą też tym, że gwałtownie zmniejsza się napływający od Polaków pracujących za granicą strumień walut. Przed Świętami Bożego Narodzenia i końcem roku jest on zwykle największy.
Wykres kursu USD/PLN
