zamknij
zamknij
Strona główna Środa, 23 Maja 2012
SZUKAJ
rss
Wspieramy inwestorów Dołącz do nas Sprawdź korzyści
Indeks Nastrojów Inwestorów
ATrakcyjne Spółki
Ciekawe spółki
Raporty IPO
Azymut - strategie futures
Barometr gospodarczy
40 zasad skutecznego inwestora
Felietony

Reklama
Sonda

Notowania GPW


 www.sii.org.pl AnalizyBilans miesiąca

Bilans miesiąca

 

 

 

Indeks Nastrojów Inwestorów jest cotygodniowym badaniem przeprowadzanym przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych pod patronatem serwisu Wyborcza.biz i Gazety Wyborczej.


Mierzy procent inwestorów byków, niedźwiedzi i neutralnych odnośnie kierunku rynku giełdowego przez następne 6 miesięcy.

 

Członkowie i sympatycy SII mogą oddać cotygodniowo tylko jeden głos.

 

----------

 

Wyniki INI z ubiegłych tygodni - Trend na giełdzie przez następne 6 miesięcy będzie:

 

 

 

W badaniu bierze już udział ponad 350 inwestorów tygodniowo! Dziękujemy serdecznie za wszystkie głosy.

 

----------

Głosuj zalogowany i wygrywaj nagrody!

Każdy oddany głos to 5 punktów SII. 

(*przed wzięciem udziału w badaniu należy się zalogować, inaczej głos jest anonimowy)

 

 

Jeśli chcesz zamieścić powyższą sondę na swoim serwisie internetowym prosimy o kontakt mailowy - lporebski@sii.org.pl

 

Wyniki historyczne INI (stan na 17 maja 2012 r.)

 

----------

 

  wyborcza.biz

 



Zamknij galerię
Ładowanie zdjęć
Proszę czekać...

Nerwowy handel przed rokiem wielkiej niepewności
2008-01-01 10:01, Piotr Kuczyński

Koniec roku zazwyczaj sprzyja posiadaczom akcji – nie tym razem

 

Grudzień zgodnie z tradycją powinien zakończyć się w USA wzrostem indeksów, bo ostatnio zarówno listopad jak i grudzień zakończyły się spadkami 33 lata temu. Zarządzający funduszami robią, co mogą, żeby dobrze zakończyć rok, bo przecież od tego zależą ich premie. Jednak sytuacja w sektorze finansów i na rynku nieruchomości nie sprzyjała posiadaczom akcji i nie udało się tej tradycji wypełnić. Na przykład Moody's Investors Service zapowiedział, że przygotowuje olbrzymie cięcie ratingów (największe od czasu wybuchu kryzysu) dla zależnych od banków SIV (Structured Investment Vehicles). Najbardziej dotyczyło to SIV zależnych od Citigroup. W sumie obniżenie ratingów może dotyczyć długu o wartości 105 mld US. Warto też odnotować, że Merrill Lynch ogłosił prognozę zgodnie z którą zysk operacyjny spółek z indeksu S&P 500 spadnie w 2008 roku o 7,3 proc.

 

Pod koniec roku, kiedy to świąteczny tydzień był na rynkach finansowych krótszy i cechował się zdecydowanie mniejszą aktywnością inwestorów, byki przystąpiły do szturmu. Można nawet powiedzieć, że płytki rynek bardzo im w tym kończącym rok „window dressing” pomagał. Klasycznym przykładem tego procesu była sesja wigilijna, kiedy to indeksy w czasie krótszej o 3 godziny sesji mocno wzrosły. Jedynym pretekstem była odgrzewana informacja o zasileniu przez Temasek Holdings, państwowy fundusz z Singapuru, Merrill Lynch kwotą 6,2 mld USD. Informacja była odgrzewana, bo przecież w poprzedni piątek już pomogła w podniesieniu indeksów. Wtedy to Wall Street Journal poinformował, że Merrill Lynch dostanie 5 mld USD. Jednak już po Bożym Narodzeniu te euforyczne nastroje opadły.

 

Nadal nie wiadomo, co czeka nas w 2008 roku

 

Dane makro i prognozy nie pozostawiają żadnych wątpliwości – rok 2008 będzie trudny i tak naprawdę nikt nie wie, jak się zakończy. Jeśli najbardziej cenione ośrodki analityczne różnią się tym, że oceniają prawdopodobieństwo pojawienia się w USA recesji na od 1/3 do 1/2 to jasne jest, że wszystko może się w tym roku wydarzyć. Na przykład Moody's Economy.com opublikował raport, w którym stwierdził, że kryzys na amerykańskim rynku nieruchomości utrzyma się do 2009 roku, a ceny domów spadną jeszcze o 30 procent (to byłaby katastrofa). Potwierdził tę opinię Morgan Stanley. Firma ta w swoim raporcie twierdzi, że istnieje poważne ryzyko kontynuacji spadku cen nawet przez 3 – 4 lat. Gdyby te prognozy się sprawdziły to recesja z pewnością się pojawi.

 

Ostatnie dane z rynku nieruchomości były słabe, bo w USA w listopadzie wybudowano o 3,7 procent domów mniej niż przed miesiącem i wydano o 1,5 procent mniej zezwoleń na ich budowę, ale mniej więcej takich liczb rynek oczekiwał. W obu przypadkach dane były gorsze o około 24 procent w porównaniu do zeszłego roku. To był dwudziesty miesiąc spadku, czym trudno się cieszyć. Nie zmienił się również publikowany przez NAHB (stowarzyszenie firm sektora budowy domów) indeks rynku nieruchomości. Faktem jest jednak, że pozostał na poziomie historycznego minimum. Poza tym raport Case-Shiller potwierdził, że ceny domów w USA w październiku spadły. Okazało się też, że spadek (6,1 proc.) był najmocniejszy od kwietnia 1991 roku. Sprzedano również najmniej nowych domów od 12 lat.

 

Niepokoi też wzrost inflacji. Fed dotychczas twierdził, że spowolnienie gospodarki obniży tempo wzrostu inflacji, ale na razie tego nie widać. Owszem, gospodarka zwalnia, co widać w wielu danych makro, ale rosną też dynamicznie subindeksy cenowe badane przez instytut ISM. Poza tym inflacja w cenach producenta (PPI) wzrosła w listopadzie w stosunku do poprzedniego miesiąca aż o 3,2 procent, czyli najmocniej od 1973 roku i o 7,2 procent rok do roku. Co prawda główny udział w tym wzroście miały paliwa, ale inflacja bazowa PPI też wzrosła dwa razy szybciej niż tego oczekiwano (0,4 proc.). Dane o inflacji CPI też nie mogły nikogo ucieszyć. Główna miara inflacji wzrosła o 4,3 procent rok do roku. Była większa niż oczekiwano (4,1 proc.), a co bardziej istotne wyższa od poziomu głównej stopy Fed. Inflacja bazowa też wzrosła mocniej, bo o 2,3 proc. W stosunku rocznym była więc zgodna z oczekiwaniami, ale wyższa od oczekiwań Fed (2 proc.). Teoretycznie to właśnie ta miara inflacji, na którą Fed zwraca szczególną uwagę, ale swoim ostatnim komunikacie Rezerwa Federalna zasygnalizowała, że główną miarą interesuje się coraz bardziej. Nic w tym dziwnego, bo zmiany strukturalne w cenach żywności i nośników energii nie przemawiają za poważnym traktowaniem inflacji bazowej. Jeśli inflacja będzie rosła to Fed nie będzie mógł obniżać stóp, a to bardzo zaszkodzi całej gospodarce.

 

 

Fed i administracja USA robią, co mogą

 

W grudniu wszyscy, którzy mogli coś zrobić pomagali znajdującym się w dużych kłopotach instytucjom sektora finansowego. Wynik ich działań był jednak mizerny. Administracja USA ogłosiła plan pomocy kredytobiorcom. Niektóre grupy kredytobiorców będą mogły otrzymać pomoc, dzięki której: wysokość spłat zostanie utrzymana na okres do 5 lat lub będzie podlegać refinansowaniu, które zapewnią instytucje prywatne lub rządowe. Plan jest bardzo krytykowany przez ekonomistów z wielu powodów. Po pierwsze nie rozwiązując problemów, a jedynie przesuwa je w czasie. Po drugie takie zamrożenie z cała pewnością nie spodoba się inwestorom, którzy kupowali produkty oparte na tych kredytach w przekonaniu, że ich oprocentowanie w 2008 roku wzrośnie. Z całą pewnością wielu w nich wytoczy (i wygra) bankom bardzo kosztowne procesy. Po trzecie ekonomiści zwracają uwagę, że problem zbyt dużego zadłużenia dotyczy w olbrzymiej mierze również ludzi dobrze zarabiających, którzy w żaden sposób nie zakwalifikują się do takiej formy pomocy. Trzeba też wspomnieć o tym, że agencja ratingowa Standard & Poor's ostrzegła, iż wprowadzenie w życie tego planu doprowadzić może do dalszego obniżenia ratingów obligacji bazujących na kredytach hipotecznych. Taka obniżka zwiększy w kolejnych latach straty banków. Reasumując: plan jest ryzykowny, a jego leczniczy skutek wątpliwy.

 

Usiłował też pomóc Fed. FOMC obniżył główną i dyskontową stopę procentową o 25 pb. (odpowiednio do 4,25 proc. i 4,75 proc.). Indeksy jednak gwałtownie zanurkowały pokazując, że amerykańscy gracze byli wręcz pewni, że Fed da im dużo większy przedświąteczny prezent. Komunikat po posiedzeniu dobił obóz byków. Komitet stwierdził, że „Jeśli chodzi o inflację bazową to sytuacja się umiarkowanie poprawiła, ale wysokie ceny surowców i energii (oprócz innych czynników) mogą wywierać presję na wzrost inflacji”, więc Fed musi „dokładnie monitorować rozwój sytuacji”. Stwierdzono też, że rozwój sytuacji ze szczególnym uwzględnieniem pogorszenia stanu sektora finansowego, „zwiększa niepewność odnośnie rozwoju gospodarczego i inflacji” (tu niepokoiło szczególnie „i inflacji”). Można więc powiedzieć, że Fed oświadczył graczom: sytuacja jest trudna, ale inflacja nadal nam zagraża, więc możecie liczyć na więcej tylko wtedy jeśli inflacja nie będzie rosła albo jeśli sytuacja gospodarcza znacznie się pogorszy.

Widząc negatywną reakcję rynków Fed grzecznie przemyślał swoje decyzje i postanowił pomóc w jeszcze jeden sposób. Ogłoszono, że Rezerwa Federalna dostarczy ECB i Szwajcarskiemu Bankowi Narodowemu 24 mld USD w celu zapewnienia płynności na rynku dolarowym w Europie. Współdziałać też miały Bank Anglii i Bank Kanady. Chodziło o to, żeby oprocentowanie pożyczek na rynku międzybankowym spadło, bo decyzje Fed tego nie zapewniają (udało się na pewien czas obniżyć te stawki). To pierwsza taka wspólna akcje Fed i ECB od czasu ataku na WTC. Widać jak bardzo banki centralne niepokoją się rozwojem sytuacji. Poza tym Fed przeprowadzał dodatkowe aukcje w celu udzielania pożyczek wielu instytucjom finansowym, które będą mogły jako zastawu używać znacznej ilości aktywów. Byłoby to coś znacznie większego niż normalna działalność dyskontowa banku. Fed robi co może, żeby uratować rynki. Co zrobi jednak, jeśli się wystrzela z naboi? A że to się kiedyś wydarzy jest więcej niż pewne, bo taka pomoc uczy tylko bezmyślności i zachęca do podejmowania nierozsądnego ryzyka. Poza tym zwiększenie płynności na rynkach nie rozwiąże ani problemu kredytów hipotecznych ani braku zaufania między instytucjami finansowymi

 

W końcu roku pomagała bykom informacja o działaniach ECB i Banku Anglii, które dosłownie zalały rynek tanim pieniądzem. ECB w ostatnich 2 tygodniach (w celu zapewnienie płynności rynku) zasilił system kwotą 500 mld euro. Zapowiedział też, że zapewni finansowanie wszystkim chcącym pożyczyć pieniądze na okres 2 tygodni. Pomagało też to, że wreszcie zaczęły spadać stawki pożyczek na rynku międzybankowym. Jednak nadal zachowanie rynku nie było zachwycające. Nie wiemy, ile takich pomysłów mają jeszcze banki w zanadrzu i nie wiemy też, na jak długo to rynkom pomoże. Gdyby inwestorzy zobaczyli, że nie pomaga to rozpoczęłaby się olbrzymia przecena.

 

Wykres indeksu S&P 500

 

 

Wykres indeksu S&P 500

 

 

 

                                                          Wykres indeksu NASDAQ

 

Wykres indeksu NASDAQ

 

 

 

Niepewność również na rynku walutowym

 

Po tak słabych danych makro dolar powinien gwałtownie tracić, a tymczasem przez długi czas się w grudniu wzmacniał. Nie było to takie nieoczekiwane, bo w końcu roku kapitały wracają do USA, a to umacnia amerykańską walutę. Koniec roku był jednak dla dolara znowu niezbyt dobry. Być może jakiś wpływ miał raport Mitsubishi UFJ Securities. Stwierdzono w nim, że upadek rynku nieruchomości doprowadzi do zmniejszenia zysków amerykańskich spółek i ograniczenia konsumpcji Amerykanów, a to zmusi Fed do drastycznych obniżek stóp. Obniżki te mają z kolei wpłynąć na znaczne osłabienie dolara. Mitsubishi UFJ Securities twierdzi, że jen wzmocni się w 2008 roku o 20 procent (do 95 jenów za dolara).

 

Jednak trzeba pamiętać o tym, że ostatnio coraz więcej ośrodków analitycznych twierdzi, że rok 2008 będzie należał do dolara. Fundamentalny wpływ na wzmocnienie amerykańskiej waluty ma podobno mieć znaczne zmniejszenie deficytu handlowego i budżetowego USA oraz … bessa na rynkach akcji, która sprowadzi kapitały z rynków rozwijających się do USA. Mówi się też, że kupujące akcje amerykańskich firm państwowe fundusze (sovereign wealth funds) będą swoimi zakupami wzmacniały dolara. Gdyby rzeczywiście tak się stało to kurs EUR/USD będzie spadał.

 

 

                                  Wykres kursu EUR/USD

 

 

Wykres kursu EUR/USD

 

 

 

                                 Wykres kursu USD/JPY

 

 

Wykres kursu USD/JPY

 

 

Surowce

 

Szybkie zmiany na rynku walutowym niespecjalnie znalazły odbicie na rynku surowców i trudno się temu dziwić. Ucierpiała tylko miedź (najbardziej zależna od koniunktury gospodarczej). Najmocniej podrożała jednak ropa. Tutaj pretekstem był atak samolotów tureckich na północny Irak, gdzie mogą się ukrywać partyzanci kurdyjscy. Być może jednak najważniejszym czynnikiem powodującym gwałtowny wzrost cen ropy był raport Goldman Sachs. Firma ta podniosła prognozę średniej ceny ropy w przyszłym roku z 85 na 95 USD. Ta sama firma w marcu mówiła o wzroście ceny ropy do 105 USD, więc gracze w jej prognozy wierzą. Mam wrażenie, że na rynku surowców też widzieliśmy rajd św. Mikołaja, czyli gigantyczne „window dressing”. Dlatego też z nieufnością podchodzę do wygenerowane sygnał kupna złota (nastąpiło wybicie w flagi). Uwierzę w ten sygnał, jeżeli cena złota na początku roku szybko nie zawróci.

 

 

                                Wykres ceny baryłki ropy

 

Wykres ceny baryłki ropy

 

 

                                                     Wykres ceny złota

 

 

Wykres ceny złota

 

                                              

 

                                                 Wykres kontraktów na miedź

 

Wykres kontraktów na miedź

 

 

Arbitraż zniekształca sytuację polskiego rynku akcji

 

W Polsce grudzień był nadal słaby. W środku miesiąca indeks WIG20 wyrysował widoczną na wykresie świeczkowym formację odwróconej głowy za ramionami zapowiadająca wzrost przynajmniej do 3.770 pkt., ale udało się mu dotrzeć jedynie w pobliże tego poziomu, poczym indeksy zaczęły spadać. GPW, szczególnie przed dniem wygasania grudniowej linii kontraktów (21.12), szaleli arbitrażyści i to tak naprawdę oni odpowiadali za tak słaby obraz rynku . Najwyższy już czas, żeby giełda coś z tym fantem zrobiła (na przykład wprowadziła WIG30 lub 40), bo to, co się dzieje wykoślawia tak dramatycznie obraz rynku, że wielu graczy traci chęć do inwestowania.

 

Faktem jest jednak, że perspektywa bardzo nerwowego roku, w którym polska gospodarka powinna nieco zwolnić, a inflacja i stopy procentowe wzrosną nie zachęcały do kupna akcji. Trzeba też pamiętać, że polskie akcje uważane są za bardzo drogie, a to zniechęca kapitał zagraniczny do ich kupna. W grudniu na przykład nie poprawiła nastroju informacja o obniżeniu rekomendację dla polskich akcji przez analityków Morgan Stanley. Nie znaczy to, że rynek musi wejść w bessę, ale z pewnością będzie należał do bardzo trudnych. W styczniu często pojawiają się wzrosty indeksów i to jest również teraz bardzo prawdopodobne. Wydaje się oczywiste, że pójdziemy za innymi rynkami światowymi, a szczególne znaczenie będzie miało zachowanie indeksów amerykańskich. Dlatego też i u nas „efekt stycznia” zależy od amerykańskich danych makro, a to z kolei od wzrostu bądź spadku oczekiwań na kolejną obniżkę stóp, którą w styczniu miałby zaaplikować rynkowi FOMC.

 

                     

                                                              Wykres indeksu WIG20

 

Wykres indeksu WIG20

 

 

 

                                       Wykres indeksu MWIG40

 

Wykres indeksu MWIG40

 

 

                                   Wykres indeksu cenowego

 

Wykres indeksu cenowego

 

Gospodarka w dobrym stanie, ale rośnie inflacja

 

Inflacja w listopadzie wzrosła o 3,6 procent. To więcej niż cel inflacyjny RPP, ale Rada stóp nie podniosła. Wydaje się, że po prostu, tradycyjnie, nie chciała tego robić w grudniu, ale w styczniu stopy z całą pewnością wzrosną. Zakładam, że w pierwszym kwartale wzrosną do 5,5 procent. Ciekawa była wypowiedź Jacka Rostowskiego, ministra finansów zapewnił, że wierzy, iż NBP da sobie radę ze wzrostem inflacji. Nie jestem przekonany, że minister ma rację. Nie jest również o tym przekonany bank inwestycyjny Merrill Lynch, który w swoim raporcie prognozuje, że w ciągu kilku miesięcy przyszłego roku inflacja sięgnie poziomu 4,5 – 5,0 procent. Inflacja staje się problemem nie tylko w Polsce. To zjawisko globalne, co widzimy w takich różnych krajach jak USA (4,3 proc.), Chiny (6,9 proc.), czy Łotwa (13,7 proc.). Po wielu latach prosperity wchodzimy w okres, który rozpoczął koniec procesu dezinflacji (małego wzrostu inflacji).

W ostatnich kilkunastu latach, w zasadzie od połowy lat osiemdziesiątych XX wieku inflacja utrzymywała się na niskim lub nawet bardzo niskim poziomie. Nie zwiększały cen artykułów konsumpcyjnych nawet niezwykle szybko drożejące surowce. Większość z nich, a przede wszystkim ropa, podrożała o kilkaset procent w ciągu ostatnich pięciu lat. Przed inflacją broniła nas jednak tania siła robocza Chin, Indii i innych krajów rozwijających się oraz relatywnie tania żywność. Jednak płace w krajach – fabrykach zaczęły ostatnio dynamicznie rosnąć (Chiny o 10 procent, a w Indiach o 14 procent), a wiele artykułów żywnościowych (pszenica, ryż, soja, kukurydza) od zeszłego roku zdrożało o ponad sto procent. Odpowiedzialny za wszystkie te wzrosty cen jest nie tylko wzrost popytu. Największe znaczenie ma działanie grających na zwyżkę cen funduszy inwestycyjnych. Jeśli mam rację to hossa na rynku żywności dopiero się rozkręca, a co to może znaczyć dla świata to wszyscy wiemy.

 

Również pozostałe dane nie wprowadziły żadnych korekt do prognoz. Stan gospodarki był nadal bardzo dobry, bo dynamicznie rosła również produkcja przemysłowa, sprzedaż detaliczna i przeciętne wynagrodzenie. Kolejny miesiąc dynamicznej zwyżki płac zwiększa prawdopodobieństwo podwyżki stóp. Jednak jest to wzrost bardzo mylący, bo dotyczy tylko przedsiębiorstw (i do tego zatrudniających więcej niż 9 osób). W tej średniej nie ma płac sfery budżetowej, a to jest przecież potężna część rynku pracy. Jeśli spojrzy się na cała zatrudnienie to widać, że 2/3 Polaków zarabia poniżej średniej. Wniosek z tego jest prosty i potwierdzony również danymi statystycznymi – więcej zarabiającym płaca rośnie szybciej, czyli rośnie rozwarstwienie społeczeństwa. Rada Polityki Pieniężnej oczywiście o tym wie, ale rosnąca akcja kredytowa i duży wzrost sprzedaży detalicznej sygnalizuje jej, że społeczeństwo jako całość znacznie zwiększa konsumpcję, co może nakręcić spiralę cen.

 

 

Złoty mocny, ale powinien w styczniu tracić

 

Złoty nadal był mocny, ale kursy walut zmieniły się nieznacznie. Nie utworzyła się jeszcze wyraźna formacja zapowiadająca zmianę trendu, ale od początku roku znikną dwa czynniki, które zwiększały siłę naszej waluty. W końcu roku zwiększał się napływ walut od emigrantów zarobkowych (święta), a 31.12, wyceniane było nasze zadłużenia zagraniczne. Widać też, że już nie tylko rząd, w osobie premiera Pawlaka, ale i NBP zaczyna myśleć o szkodliwym wpływie złotego. Sławomir Skrzypek, prezes NBP, stwierdził ostatnio, że bank jest zaniepokojony siłą złotego i przyjrzy się dokładniej problemowi. Według mnie blisko już jest (ale to nie ten rok) do współdziałania rządu i NBP w celu zahamowania aprecjacji naszej waluty. Uważam, że do większej korekty jest już blisko

 

 

                                  Wykres kursu EUR/PLN

 

Wykres kursu EUR/PLN

 

                                  Wykres kursu USD/PLN

 

Wykres kursu USD/PLN


Zamknij galerię
Ładowanie zdjęć
Proszę czekać...

powrót do: Bilans miesiąca

wersja do druku drukuj


Login (adres e-mail):

Hasło (do profilu na stronie):


Newsletter

Badanie OBI
Ogólnopolskie Badanie InwestorówWystartowała X edycja badania inwestorów. Inwestujesz? Koniecznie wypełnij ankietę i wygraj nagrodę!
Konferencja WallStreet
WallStreetNajwiększa konferencja dla inwestorów indywidualnych w Polsce. Zapisy rozpoczęte!
Portfel SII
Portfel SII Odc. 27 "Bez zmian"W ostatnich tygodniach korekta na giełdzie przybrała na sile. Obecnie znajdujemy się przy dolnym ograniczeniu ...
Profesjonalne warsztaty
Szkolenie Birgera SchafermeieraPo raz pierwszy w Polsce Livetrading podczas szkolenia. Tylko dla członków SII 10% zniżki na ...
Czat inwestorski
Czat inwestorski ze spółką PZU S.A. 24 maja o godz. 12:00Grupa PZU jest jedną z największych instytucji finansowych w Polsce, a także Europie Środkowo-Wschodniej. W ...
Akcjonariusz
Nr 1/2012W Akcjonariuszu 1/2012 między innymi: Ciężar kar powinien spoczywać na członkach zarządu, Bilion euro od ...
Podcast Echa Rynku
Echa Rynku 118 - Sensacja! Na rynku się traci!O "zaskakujących" danych KNF-u o tym, że na Forexie większość inwestorów traci. Kilka słów komentarza ...
Biuletyn NewConnect
Nierówne traktowanie akcjonariuszy to standard na polskiej giełdzieW ostatnim czasie w Parkiecie ukazał się artykuł „Kernel nierówno traktuje swoich akcjonariuszy”, który przedstawia ...
Obligacje korporacyjne
Obligacje KorporacyjneWypełnij formularz i korzystaj z możliwości inwestowania w przedsiębiorstwa emitujące obligacje.
Inwestuj na NC
Oferty Private PlacementSII w porozumieniu z autoryzowanymi doradcami rynku NewConnect chciałoby umożliwić udział wszystkim zainteresowanym
Nasz Facebook i Twitter
Facebook SIINie przegap żadnej informacji! Obserwuj nas na Twitterze. Dołącz do nas na Facebooku!