
Indeks Nastrojów Inwestorów jest cotygodniowym badaniem przeprowadzanym przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych pod patronatem serwisu Wyborcza.biz i Gazety Wyborczej.
Mierzy procent inwestorów byków, niedźwiedzi i neutralnych odnośnie kierunku rynku giełdowego przez następne 6 miesięcy.
Członkowie i sympatycy SII mogą oddać cotygodniowo tylko jeden głos.
----------
Wyniki INI z ubiegłych tygodni - Trend na giełdzie przez następne 6 miesięcy będzie:

W badaniu bierze już udział ponad 350 inwestorów tygodniowo! Dziękujemy serdecznie za wszystkie głosy.
----------
Głosuj zalogowany i wygrywaj nagrody!
Każdy oddany głos to 5 punktów SII.
(*przed wzięciem udziału w badaniu należy się zalogować, inaczej głos jest anonimowy)
Jeśli chcesz zamieścić powyższą sondę na swoim serwisie internetowym prosimy o kontakt mailowy - lporebski@sii.org.pl
Wyniki historyczne INI (stan na 17 maja 2012 r.)
----------
Dwa oblicza lipca
Na giełdach akcji lipiec składał się z dwóch, całkowicie różnych części. Po słabym początku kolejne sesje przyniosły wręcz euforię. Rynki nadal były w tej fazie hossy, kiedy to przejęcia są ważniejsze od wyników spółek. Prawdziwa euforia zapanowała na giełdach 12 lipca, kiedy to rynek dostał impuls z sektora sprzedaży detalicznej. Kilka sieci sprzedaż detalicznej poinformowało wtedy, że sprzedaż w czerwcu była wyższa od oczekiwań. Council of Shopping Centers poinformował też, że w czerwcu sprzedaż w badanych przez tę organizację sklepach wzrosła o 2,4 proc. Oczekiwano wzrostu o 1,5 – 2,0 proc., a w zeszłym roku dynamika wyniosła 3 procent. Jak widać wzrost był mizerny, ale jednak wyższy od prognoz, a poza tym po cichu oczekiwano, że będzie jeszcze gorzej. Gracze doszli do wniosku (według mnie błędnego), że droga ropa i kryzys w nieruchomościach nie mają żadnego znaczenia. Okazało się, że się mylili. Dane o czerwcowej sprzedaży detalicznej w USA zdezawuowały informacje sieci sprzedaży detalicznej. Okazało się, że sprzedaż spadła aż o 0,9 proc. (oczekiwano, że się nie zmieni), a sprzedaż bez samochodów (tę liczbę gracze bardziej obserwują) spadła o 0,4 proc. (oczekiwano wzrostu o 0,3 proc.).
Nawet tak złe dane nie odwróciły jednak trendu. Po prostu, po 5 latach hossy byki są tak silne, że reakcje rynku były nieadekwatne do jakości impulsu. Wydaje mi się, że taka reakcja wynikała z tego, o czym pisałem w końcu czerwca – niezwykle duża ilość otwartych krótkich pozycji (największa w stosunku do kapitalizacji giełd) wywołała te, nieracjonalne zwyżki. Gracze w panice je zamykali, a w tym celu musieli kupować akcje. Potwierdza to późniejsze zachowanie indeksów, które przez kilka sesji po tym spazmie popytu konsolidowały się, a w końcu lipca zaczęły gwałtownie spadać. Powodem była między innymi zdecydowanie większa niż w poprzednich kwartałach ilość spółek, które obniżały prognozę lub publikowały raporty kwartalne, które niezbyt graczy zachwycały. Najbardziej rynek bał się jednak tego, co dzieje się na rynku długu i kredytów hipotecznych i to właśnie sytuacja na tym rynku doprowadziła do przeceny w drugiej połowy miesiąca
Wykres indeksu S&P 500

Problemy z rynkiem długu
Popatrzmy na problemy związane z rynkiem długu. Ocenia się, że ten rynek (obligacje oparte na kredytach) to 800 mld USD. Jednak poszczególne banki inwestycyjne różnią się w ocenach stopnia zagrożenia. Credit Suisse Group szacuje je na 52 mld USD, PIMCO na 75 mld, a Deutsche Bank na 90 mld USD. We wtorek ruszyły się wreszcie również agencje ratingowe. Standard&Poor’s poinformowała, że obligacje (za 12 mld USD) bazujące na ryzykownych kredytach hipotecznych wprowadziła na listę obserwacyjną, z możliwością obniżenia ratingu, a agencja (Moody"s Investors Service) obniżyła rating dla 399 instrumentów opartych o kredyty hipoteczne. Citigroup poinformował, że zwiększa rezerwy na złe kredyty. Podobne wieści nadeszły z Wachovii, czwartego, co do wielkości amerykańskiego banku. Niepokój wywołała też informacja o praktycznym bankructwie dwóch funduszy ze stajni Bear Stearns, które straciły pieniądze na obligacjach opartych o ryzykowne kredyty hipoteczne. Szok wywołał prezes Countrywide Financial, największej w USA firmy udzielającej kredytów hipotecznych. Opublikowała ona dużo gorsze od oczekiwań wyniki i obniżyła prognozy, a jej prezes stwierdził (to zszokowało rynki najbardziej), że kryzys przenosi się z rynku kredytów ryzykownych do segmentu kredytów regularnych. Dodał też, że sytuacja na rynku nieruchomości poprawi się dopiero w 2009 roku (za dwa lata!). Jeśli rzeczywiście kryzys się rozlewa to może on niezwykle mocno zagrozić gospodarce amerykańskiej.
Trzeba pamiętać o tym, że takie wypowiedzi mają moc sprawczą samosprawdzającej się przepowiedni. Ludzie słyszą taką opinię i zaczynają się do niej dostosowywać (np. przestają kupować domy i ich cena spada). Pojawiały się też wypowiedzi ludzi, którzy usiłowali ratować sytuację. Robert Steel (podsekretarz skarbu) oraz Kevin Warsh (gubernator Fed) zapewniali, że problemy rynku kredytów ryzykownych nie wywołają szerszego kryzysu. Przysłużyła się też bykom wypowiedź przedstawiciela SEC (odpowiednik naszej byłej KPWiG). Erik Sirri stwierdził, że Bear Stearns da sobie radę z problemami funduszy hedżingowych, których produkty bazowały na kredytach hipotecznych. Wyrojenie się tak wielu „oficjalnych” optymistów sygnalizuje, że zaniepokojenie sytuacją na rynku kredytów rośnie.
Korekta na rynku walutowym
Na innych rynkach też było niespokojnie. Po sześciu tygodniach wzrostu wreszcie spadał kurs EUR/USD (normalna korekta przy górnym ograniczeniu dziesięciomiesięcznego kanału trendu wzrostowego), ale w całym miesiącu dolar jednak stracił do euro. Przy okazji jednak warto wspomnieć, że drugi miesiąc z rzędu Chiny sprzedawały obligacje amerykańskie ze swoich rezerw. To źle wróży amerykańskiej walucie, bo, kiedy nastanie korekta na rynku akcji, a Chińczycy będą nadal sprzedawali to dolar bardzo ucierpi. Poza tym Chiny po raz kolejny podniosły stopy procentowe (do 6,84 proc.) i zmniejszyły podatek od zysków z lokat bankowych (taki nasz podatek Belki) z 20 na 5 procent. Najwyraźniej rząd chiński chce ochłodzić szalejącą gospodarkę nie tylko wzrostem ceny kredytu, ale również ściągając pieniądze z rynku. Ważnym wydarzeniem był spadek kursu USD/JPY. Trzeba bardzo pinie obserwować wykres tej pary walut, bo umocnienie jena zwiększa chęć zamykania pozycji otwartych w procesie carry trade, a to szkodzi surowcom i giełdom rynków rozwijających się.
Wykres kursu EUR/USD

Wykres kursu USD/JPY

Dziwne zachowanie ropy
Jednak w całym miesiącu surowce zdrożały, a liderem była ropa. W drugiej połowie miesiąca Mohammed al-Hamli, prezes OPEC, stwierdził, że wysokie ceny ropy nieco go martwią. Wywnioskowano z tej wypowiedzi, że OPEC przymierza się do podniesienia wydobycia. Problem jednak w tym, że to nie była cała wypowiedź. Druga jej część mówiła o tym, że mimo wysokiej ceny ropy gospodarka światowa rozwija się całkiem szybko. Wniosek z tego jest prosty – dopóki OPEC nie zobaczy, że droga ropa bardzo szkodzi gospodarce to nie podniesie wydobycia. Nawiasem mówiąc zachowanie ceny baryłki ropy jest bardzo dziwne i wpisuje się w równie dziwne (przed korektą zachowanie kursu EUR/USD). Sezon wakacyjny jest już na półmetku, huraganów nie widać, OPEC zaczyna się martwić wysoką ceną ropy, dolar zaczyna się wzmacniać, sytuacja geopolityczna nie pogarsza się, a ropa jednak dynamicznie drożeje. Ktoś gra pod jakieś wydarzenie (atak terrorystyczny na USA)? W sytuacji, kiedy wystarczy włożyć ułamek wartości kontraktu, żeby zyskiwać na wzrostach/spadkach można sobie wyobrazić, że nie tylko mityczna Al Kaida miałaby ochotę zainwestować i zarobić. Są przecież i różnego rodzaju mafie… Ale to pachnie spiskową teorią dziejów, więc nie ma co tego wątku kontynuować (wszakże o tym pamiętając). Ciekawe, jak rozwinie się sytuacja. Są analitycy, którzy twierdzą, że zapowiadana przez Goldman Sachs na 2009 rok cena 100 USD za baryłkę może zostać osiągnięta już na początku 2008 roku.
Wykres ceny baryłki ropy

Wykres ceny złota

Wykres kontraktów na miedź

Nadzieja w obniżce stóp?
Teraz nie wiemy jednak, co stanie się na rynku długu i to jest największe zagrożenie. Jednak bardzo obiecująco wygląda rynek obligacji rządu USA. Ich rentowność gwałtownie spadła wracając do 20. letniego kanału spadkowego.

Wydaje się więc, że długoterminowy sygnał sprzedaży obligacji był pułapką. Poza tym Wall Street znowu żyje nadzieją na obniżkę stóp, a to powinno akcjom pomagać. Jedno jest jednak pewne – po dużym spadku, zawsze, a szczególnie wtedy, kiedy gracze nie zapomnieli o hossie, następuje odbicie (początek już widzieliśmy). Dopiero po jego stylu i sile zobaczymy, w jakim miejscu jest rynek.
W Warszawie najmocniej traciły mniejsze spółki
Na GPW też, podobnie jak w USA na początku miesiąca indeks WIG20 rósł. Potem też zachowywał się całkiem spokojnie nieznacznie jedynie reagując na to, co działo się na giełdach amerykańskich i europejskich. Martwić mogła jednak postawa małych i średnich spółek. MWIG40 od początku miesiąca spadał. Wydawało się, że po wyrysowaniu podczas sesji 17 lipca świeczki – młota powinien był dynamicznie rosnąć, a tak się przecież nie stało. Jeszcze gorzej wyglądał nieważony indeks cenowy. Tam formacja podwójnego szczytu ostrzegała, że po korekcie przecena będzie kontynuowana.
Wykres indeksu WIG20

Wykres indeksu MWIG40

Najbardziej ucierpieli deweloperzy, a indeks tego segmentu rynku wygląda bardzo „niedźwiedzio” i nic w tym dziwnego. Zapowiedzią tego, co się będzie działo na tym rynku był debiut akcji LC Corp. Spory spadek w stosunku do oferty pierwotnej było dla wielu inwestorów zaskoczeniem. Przecież to jest nie tylko spółka tak modnego od dłuższego czasu sektora deweloperskiego, ale miała też działać magia nazwiska Leszka Czarneckiego. Taki słaby debiut może sygnalizować, że szaleństwo na tym rynku się już kończy. W tym tonie wypowiadał się też na temat tego sektora Roman Karkosik w wywiadzie dla „Parkietu”. Jak wiemy w USA pęka bańka spekulacyjna, co rzuca cień i na inne globalne rynki nieruchomości. U nas co prawda takiej sytuacji nie ma (i długo jeszcze nie będzie), ale ceny mieszkań stabilizują się, co nie sprzyja sektorowi deweloperów. Szkodzą im też rosnące ceny materiałów, koszty pracy i koszt kredytu (stopy procentowe). Zyski nie będą więc tak dobre jak dotychczas, a akcje są mimo spadków ciągle przewartościowane. Budownictwo ogólne ma się lepiej, ale i tutaj zyski będą spadały. Można spodziewać się, że po dłuższej korekcie nastąpi ożywienie z powodu EURO 2012, ale do tego czasu minie jeszcze przynajmniej rok.
Wykres indeksu WIG Deweloperzy

Korekta na polskim rynku walutowym
Słabo zachowywał się też złoty. Najwyraźniej wszedł w cykliczną fazę osłabienia w ramach długoterminowego trendu na umocnienie. Nie ma to nic wspólnego z polityką, co z uporem godnym lepszej sprawy sugeruje wielu analityków. Od dawna powtarzam i będę powtarzał, że polityka nie ma obecnie żadnego znaczenia, bo po ewentualnych, wcześniejszych wyborach z cała pewnością nie powstałby układ rządzący mniej przyjazny dla rynków od obecnego. Wypada tutaj zacytować opinię Merrill Lynch (co prawda ich prognozy polityczne są nieco naiwne): "Żaden polityczny scenariusz analizowany przez rynki nie zakłada pogorszenia sytuacji w porównaniu z obecnym status quo".
Powodem przeceny jest korekta na rynku EUR/USD i znaczne umocnienie jena. W drugiej połowie lutego przeżyliśmy duże umocnienie jena, co skutkowało likwidacją pozycji wynikających z carry trade i spadkami cen surowców i indeksów giełdowych. Od tego czasu kurs USD/JPY przebywał w kanale trendu wzrostowego. 10 lipca wyszedł z niego dołem, co zapowiada najmniej korektę, jeśli nie odwrócenie trendu. Spadek kursu USD/JPY zwiększa, podobnie jak na rynku surowców, chęć zamykania pozycji otwartych w procesie carry trade, a to szkodzi walutom krajów rozwijających się. Najbardziej ciekawie by było, gdyby EUR/PLN pokonał 3,84. Wtedy utworzyłoby się podwójne dno z zakresem przynajmniej do 3,95 PLN. Tak groźnej formacji nie widać jeszcze na USD/PLN. Decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która pozostawiał stopy na poziomie 4,5 proc. niczego w obrazie rynku nie zmieniło. Komunikat po posiedzeniu nie sygnalizuje, co w najbliższej przyszłości ma zamiar zrobić Rada. Część ekonomistów mówi, że podniesie je w sierpniu, a część, że później. Ja uważam, że RPP bardzo szczerze powiedziała, że nie wie, kiedy zareaguje i będzie bacznie przyglądała się danym makro. Jasne jest jednak, że RPP stopy będzie podnosiła.
Wykres kursu USD/PLN

Wykres kursu EUR/PLN

Dane makro ostrzegają
Publikowane w zeszłym miesiącu dane makroekonomiczne nie zgasiły ostrzegawczego, żółtego światła. Dynamika produkcji spada. Spada też dynamika eksportu. Dowiedzieliśmy się też, że wskaźnik koniunktury bankowej Pengab spadł w lipcu po raz trzeci z rzędu. Pentor ostrzega, że zapowiada to nadejście za parę miesięcy znacznego ochłodzenia w gospodarce. GUS też poinformował, że pogorszył się ogólny klimat koniunktury w przemyśle i usługach. Jednocześnie inflacja bazowa (bez żywności i paliw) wzrosła o 1,8 proc., czyli do poziomu najwyższego od 2 lat (oczekiwano 1,6 proc.). Inaczej wygląda sytuacja z punktu widzenia konsumentów. W czerwcu przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 9,3 proc., a zatrudnienie o 4,6 proc. Sprzedaż detaliczna o 16,2 proc. (oczekiwano wzrostu o 14,9 proc.), a bezrobocie spadło do 12,4 proc., co też sygnalizuje, że rośnie presja inflacyjna. Zapowiada się więc spowolnienie gospodarcze ze wzrostem inflacji, czyli najgorszy z możliwych układów. Jeśli te sygnały się potwierdzą to nie można będzie zazdrościć rządzącym i Radzie Polityki Pieniężnej. Ci pierwsi mają proste wyjście – oddać władzę i nich następcy się martwią. RPP ma duży problem, bo cokolwiek by nie zrobiła to będzie obsadzona w roli winnego. Jeśli stopy będą rosły to rządzący powiedzą, że ochłodzeni gospodarki jest winą Rady. Jeśli nie będą rosły to będzie winna wzrostowi inflacji. I tak źle i tak niedobrze.
Najważniejsze jest jednak oczywiście pytanie: co dalej? Pamiętamy, że 27 lutego spazm podaży też przecenił wszystkie indeksy, ale potem zaczęły one znowu bić rekordy, a WIG20 wzrósł o ponad 20 procent. Tyle, że wtedy sytuacja była mniej poważna. Indeksy spadły przede wszystkim dlatego, że załamały się indeksy w Chinach, które potem już lekceważono. Teraz chodzi o fundamenty gospodarki amerykańskiej i nikt nie wie, jak to się rozwinie. Z punktu widzenia analizy technicznej sytuacja nie wygląda dobrze. WIG20 wyszedł dołem z klina, w którym przebywał od maja. To zazwyczaj zapowiada spadki do jego podstawy (3.470 pkt.). MWIG40 też przełamał wsparcie, którym był dolny cień świecy – młota (5.095 pkt.). To wszystko nie zachęca do kupna akcji.
Zachować spokój i czekać na odbicie
I jeszcze jedno. Akcje banków zachowywały się relatywnie dobrze, ale trzeba pamiętać o tym, że nadzieje na doskonałe wyniki są podniesione do niebotycznych poziomów i biada posiadaczom akcji banku, który poda wyniki nieco tylko lepsze od oczekiwań – kara będzie okrutna. Oczywiście raporty kwartalne będą znaczyły cokolwiek tylko wtedy, jeśli rynki światowe się uspokoją. Jeśli sytuacja na rynkach światowych się nie poprawi to GPW nie uniknie dalszej przeceny. Jeśli rozważa się wyjście z rynku to o jednym trzeba jednak pamiętać – nie należy tego robić po dużej przecenie. Odbicie z pewnością nastąpi (widać to było w ostatnim dniu miesiąca), a po jego sile i stylu widać będzie, czy jest szansa na kontynuowanie hossy. Myśleć o tym, czy wyjść, czy zostać z akcjami trzeba będzie właśnie podczas odbicia.