
Indeks Nastrojów Inwestorów jest cotygodniowym badaniem przeprowadzanym przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych pod patronatem serwisu Wyborcza.biz i Gazety Wyborczej.
Mierzy procent inwestorów byków, niedźwiedzi i neutralnych odnośnie kierunku rynku giełdowego przez następne 6 miesięcy.
Członkowie i sympatycy SII mogą oddać cotygodniowo tylko jeden głos.
----------
Wyniki INI z ubiegłych tygodni - Trend na giełdzie przez następne 6 miesięcy będzie:

W badaniu bierze już udział ponad 350 inwestorów tygodniowo! Dziękujemy serdecznie za wszystkie głosy.
----------
Głosuj zalogowany i wygrywaj nagrody!
Każdy oddany głos to 5 punktów SII.
(*przed wzięciem udziału w badaniu należy się zalogować, inaczej głos jest anonimowy)
Jeśli chcesz zamieścić powyższą sondę na swoim serwisie internetowym prosimy o kontakt mailowy - lporebski@sii.org.pl
Wyniki historyczne INI (stan na 17 maja 2012 r.)
----------
Kryzys sektora finansów - rozwój i kuracja
Przełom miesiąca rozpoczął się na amerykańskich giełdach wzrostem indeksów. Pomagał graczom koniec miesiąca (window dressing) i wyprzedanie techniczne rynku. Bardzo szybko rozpoczęła się jednak przecena, którą nadal wywoływały informacje z rynku długu. Liczne instytucje informowały o problemach i stratach i nie były to tylko instytucje amerykańskie. Na przykład Macquarie Bank, największy australijski bank inwestycyjny, poinformował, że z powodu strat na rynku amerykańskich kredytów hipotecznych zmuszony został do sprzedaży części aktywów w celu spłacenia zadłużenia w stopniu umożliwiającym go do poziomu dopuszczalnego przez prawo. O stratach poinformował też Bank of China i fundusze kanadyjskie. Problem pojawił się też w Europie. BNP Paribas zamroził działalność 3 swoich funduszy.
Analitycy ostrzegają, iż to, co widać jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Mnie w tym całym bałaganie niepokoiła szczególnie informacji Bear Stearns. Zakomunikował on, że jego Asset-Backed Securities Fund wstrzymał wypłaty. Niby nic (w obecnej sytuacji) nadzwyczajnego, ale istotne jest to, że fundusz nie stosuje „lewarowania” (zakupy z dźwignią finansową), a w jego portfelu produkty oparte na rynku kredytów hipotecznych stanowią mniej niż 0,5 proc. całości. Podobny wydźwięk miała informacja o prośbie Sentinel Management Group skierowanej do regulatora (CFTC), w której prosił o pozwolenie na zawieszenie wypłat dla inwestorów. Fundusz jest niewielki, ale uważany był za całkowicie bezpieczny. Zarządzał kapitałami inwestowanymi na rynkach walutowych i towarowych i nie miał nic wspólnego z rynkiem kredytów hipotecznych. Jego problemy musiały dosłownie przerazić inwestorów, którzy doszli do wniosku, że problem rozlewa się na cały sektor finansowy.
Nic dziwnego, że w tej sytuacji banki centralne zaczęły reagować. ECB wpuścił miliardy euro do systemu finansowego. Podobne decyzje podjął bank kanadyjski i banki azjatyckie. Ostro do gry wszedł też amerykański Fed. Przy okazji opublikował oświadczenie, w którym stwierdzał, że zapewni niezbędne do działania systemu dostawy gotówki. Takich komentarzy Rezerwa Federalna przy przeprowadzaniu tego typu operacji prawie nigdy nie publikuje. Wyjątkiem był okres po ataku na WTC i po krachu w 1987 roku, kiedy Fed ratował amerykański system finansowy. Oczywiście można było fakt opublikowanie tego komunikatu odczytać na dwa różne sposoby. Oba zresztą prawdziwe. Po pierwsze, że Fed zrobi wszystko, żeby uchronić rynki od krachu, a po drugie, że uważa sytuację za równie poważną jak ta z roku 1987 i 2001. Wynikało z tego, że Rezerwa Federalna zgadza się z Samem Molinaro, dyrektorem finansowym Bear Stearns, który parę dni wcześniej właśnie tak ocenił obecną sytuację.
Inwestorów nadal przerażała sytuacja, a przerażenie to wzmacniał brak reakcji na działania banków centralnych. Każdy gracz giełdowy zapewne powiedział sobie, że „jeśli za pierwszym razem potężne pieniądze wpuszczone w system nie pomogły, to dlaczego mają pomóc teraz?”. Spróbowano więc innych metod uspokojenia rynków. W połowie miesiąca Rezerwa Federalna obniżyła stopę dyskontową aż o 50 pkt. bazowych, co wywołało entuzjazm rynków finansowych i wreszcie doprowadziło do mocnego wzrostu indeksów. To też jednak nie było wszystko, bo rynki nadal liczyły na obniżkę głównej stopy procentowej. Taką nadzieję dała inwestorom konferencja Christophera Dodda, szefa bankowej komisji Senatu USA, Henry Paulsona, sekretarza skarbu i Bena Bernanke. Zakończyła się ona wypowiedziami dwóch pierwszych. Senator Christopher Dodd powiedział, że Ben Bernanke „jest gotów użyć wszelkich możliwych narzędzi, które ma do dyspozycji”, żeby przeciwdziałać kryzysowi. Henry Paulson dodał jednak łyżkę dziegciu to tej beczki miodu, stwierdzając, że musi upłynąć trochę czasu zanim kryzys wygaśnie. W tej sytuacji jasne jednak było, że szef Fed ustami senatora Dodda zapewnił rynki, że będzie je ratował wszelkim siłami włącznie z cięciami stóp.
Nawet tego było jeszcze za mało. W ostatnim dniu sierpnia pojawili się prezydent Bush i Ben Bernanke, szef Fed. Obaj starali się pomóc rynkom. Ben Bernanke powiedział między innymi, że Fed monitoruje sytuację i jest gotowy działać, kiedy będzie to potrzebne w celu ograniczenia negatywnych efektów zawirowań na rynku finansowym dla gospodarki. Dodał też jednak, że ratowanie inwestorów, którzy poniosą straty w wyniku ich decyzji finansowych nie jest zadaniem Rezerwy Federalnej. Komentatorzy oceniają to wystąpienie jako „zrównoważone”, ale według mnie Bernanke powiedział, że Fed nie będzie pomagał spekulantom, ale jak będzie trzeba to jednak pomoże. Oczywiste jest przecież, że jeśli zbyt wielu graczy zacznie ponosić straty to spadające indeksy giełdowe i ograniczenia w dostępności kredytów zaszkodzą gospodarce, a wtedy Fed wkroczy. Dla optymisty była to szklanka do połowy pełna, a dla pesymista w połowie pusta.
Prezydent Bush, po normalnym wstępie, w którym zapewnił, że gospodarka jest silna i da sobie radę z problemem zapewnił, że rząd pomoże kredytobiorcom, ale w sposób ograniczony, bo nie chce, żeby taka rządowa pomoc zachęciła do nieodpowiedzialnych decyzji finansowych. Jednym z takich posunięć ma być zezwolenie Federalnej Agencji Mieszkaniowej (FHA) na gwarantowanie kredytów na refinansowanie zadłużenia hipotecznego przez tych mało i średnio zarabiających kredytobiorców z dobrymi historiami kredytowymi, którzy nie płacą rat kredytu przynajmniej od 90 dni. Miałoby to zapobiec przejmowaniu zabezpieczeń kredytów (domów) przez banki. Analitycy ocenili, że wprowadzenie w życie tej propozycji nieznacznie jedynie pomoże w rozwiązaniu kryzysu. Gracze byli jednak bardzo zadowoleni, bo jeśli zarówno prezydent jak i szef Fed chcą pomóc to przecież nic złego im się nie stanie.
Na szczęście dla całego sektora finansów i rynków giełdowych te wszystkie posunięcia pomogły (chwilowo?). Wydaje się teraz prawie pewne, że do 18 września (posiedzenie FOMC) rynek będzie wspierany nadziejami na pomoc Fed. Oczywiście wszystko pod warunkiem, że w międzyczasie nie zbankrutuje jakiś duży fundusz. Pytanie tylko, co stanie się potem. Nie jestem zbytnim optymistą, bo wrzesień ma zła sławę najgorszego dla posiadaczy akcji miesiąca w roku. Co prawda rok temu okazał się być miesiącem najlepszym, ale wyjątek nie czyni reguły.
Wykres indeksu S&P 500

Dane makroekonomiczne nadal niejednoznaczne
Dane z rynku nieruchomości były bardzo niedobre. Teoretycznie nie wniosły nic nowego do obrazu sytuacji, bo oczekiwano spadku sprzedaży o 1 procent, a w rzeczywistości NAR (stowarzyszenie handlarzy nieruchomościami) poinformowało, że spadła o 0,2 proc. Nieznacznie (0,1 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca) spadła też mediana cenowa. Jednak czołówki komentarzy mówią przede wszystkim o ilości domów wystawionych na sprzedaż i niesprzedanych. Wzrosła ona w kategorii „wszystkie nieruchomości” do poziomu historycznego maksimum (NAR prowadzi tę statystykę od 1999 roku), a w kategorii domów jednorodzinnych do poziomu minimum 16. letniego. Wyraźnie widać, że Amerykanie, którzy traktowali kupno nieruchomości jako inwestycję na razie ciągle wstrzymują się ze sprzedażą domów po niskiej cenie. Pytanie, jak długo wytrzymają. Poza tym raport S&P/Case-Shiller też potwierdził, że sytuacja na rynku nieruchomości pogarsza się. W drugim kwartale ceny domów spadły o 3,2 procent i był to największym kwartalny spadek cen w historii tego raportu (od 1987 roku). Trzeba pamiętać o tym, że dopiero w trzecim kwartale rozpoczęły się zawirowania związane z rynkiem długu, więc sytuacja może się jeszcze pogorszyć.
Waluty i surowce w cieniu kryzysu
W sytuacji, kiedy tak potężne emocje targały giełdami akcji cała uwaga graczy skupiała się na nim właśnie. Waluty i surowce pozostawały w cieniu, ale to nie znaczy, że nic się na tych rynkach nie działo. Od drugiego tygodnia sierpnia wzmacniał się dolar do euro i jen do dolara. Jen zyskiwał, bo spadek apetytu na ryzyko wywołał zamykanie pozycji carry trade i powrót do japońskiej waluty. Mocnym wsparciem dla kursu USD/JPY jest poziom 109 jenów. Jestem przekonany, że gdyby nawet fatalne nastroje się na rynkach utrzymywały to Bank Japonii przed tym poziomem będzie interweniował.
Dolarowi pomagał Ludowy Bank Chin, który poinformował, że w pełni wierzy w siłę amerykańskie waluty, która nadal pozostanie walutą, w której przechowywana będzie większość chińskich rezerw walutowych. Pomagały również dolarowi informacje mówiące o negocjacjach ECB i Fed. Podobno banki prowadzą rozmowy, które umożliwić mają (jeśli zajdzie taka potrzeba) dokonanie wymiany euro na dolary, co umożliwiłoby zapewnienie amerykańskiej waluty europejskim bankom. Takie transakcje (swap walutowy) nie muszą zostać zrealizowane, ale zapowiedź dyskusji o takiej możliwości musiała dolarowi pomóc. Najważniejsze było jednak to, że amerykańscy inwestorzy wracali do domu i zamieniali inne waluty na dolary. Umocnienie nie miało uzasadnienia fundamentalnego, bo jeśli rynek czeka na cięcie stóp to nie powinien waluty wzmacniać. Nie zmienia to postaci rzeczy, że powstała techniczna formacja podwójnego szczytu, która zapowiadała spadek kursu EUR/USD przynajmniej do poziomu 1,34 USD, co został w środku miesiąca zrealizowane. W drugiej połowie miesiąca kurs ustabilizował się. Przyszłe zachowanie tego kursu zależy wyłącznie od rozwoju sytuacja w sektorze finansowym. Jeśli sytuacja będzie się uspokajała, to dolar powinien tracić.
Wykres kursu EUR/USD
Wykres kursu USD/JPY

Na rynku surowców też od drugiego tygodnia sierpnia rozpoczęła się przecena. Fundusze uciekały z tego rynku, bo spadek apetytu na ryzyko zmuszał je do zamykania pozycji. Szczególnie traciła miedź i ropa. Oprócz zamykania pozycji przez fundusze pretekstem dla tej przeceny były informacje o podniesieniu stóp przez Chiny (czwarty raz w tym roku), co rodziło obawy o zmniejszenie popytu w wyniku osłabienia chińskiej gospodarki. Poza tym ropa cierpiała, bo Bloomberg News poinformował, że przeprowadzony przez tę agencję sondaż wykazał realny wzrost lipcowej produkcji krajów OPEC. Był on największy od 2004 roku. Spadek ceny baryłki wynikał też z rozczarowania byków, którym huragan Dean przeszedł koło nosa nie niszcząc instalacji wydobywczych. W drugiej połowie miesiąca trwała już korekta, ale straty nie zostały odrobione. Dalsze losy surowców zależą od tego, co będzie się działo na rynku walutowym. Wydaje się jednak, że przed posiedzeniem FOMC kurs EUR/USD będzie odrabiał straty, a to surowcom będzie sprzyjało.
Wykres ceny baryłki ropy

Wykres ceny złota

Wykres kontraktów na miedź
Dramat mniejszych spółek na GPW
Już od początku miesiąca niepokojąca była reakcja na publikowane przez spółki raporty kwartalne. Nie dziwił spadek kursu TPSA. Spółka podała wyniki gorsze od oczekiwań i obniżyła prognozy, więc logiczne było, że akcje taniały. Szczególnie niepokojąca była jednak reakcja akcji BRE i BZ WBK. Banki poinformowały, że zysk w 2 kw. był wyższy od oczekiwań, ale cena akcji spadała. Podczas kolejnych sesji też akcje tych banków zachowywały się też bardzo słabo. Prawdę mówiąc trudno się temu dziwić, bo jeśli Pengab trzy miesiące z rzędu spada zapowiadając pogorszenie koniunktury w sektorze bankowym, a akcje są już teraz przewartościowane to po co je kupować?
Ta słabość była tylko przygrywką do tego, co stało się potem. 9 i 10 sierpnia indeksy mocno spadały, a szczególnie słaby był MWIG40. Podobnie jak na innych giełdach europejskich panowała u nas duża nerwowość, a sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Panika jednak narastała, co skończyło się mini-krachem. Czwartek 16 sierpnia media określiły mianem „czarnego”. To prawda, że spadków indeksów (w trakcie sesji) o 6,5 procent (WIG20), czy ponad 11 procent (MWIG40), nie widzieliśmy już o wielu lat. Kolejny raz przecena MWIG40 pokazała, co się dzieje na rynku mniejszych spółek w chwilach przeceny. Popyt po prostu znika, a sprzedający muszą godzić się na ceny o kilkanaście procent niższe niż jeszcze dzień wcześniej. Ta przecena była oczywiście nie tylko naszą, polską chorobą. Traciły wszystkie indeksy na całym świecie, a najmocniej te na rynkach rozwijających się. Awersja do ryzyka zaraziła cały świat finansów. Taka panika prawie zawsze (może za wyjątkiem roku 1994) zapowiadała choćby chwilowy koniec przeceny. Gracze sprzedawali bowiem akcje zupełnie nie patrząc na to co i za ile sprzedają. I rzeczywiście w następnych dniach rozpoczęło się odbicie, które 22 sierpnia doprowadziło do pięcioprocentowego wzrostu wszystkich indeksów.
Co dalej? Obraz rynku jest teraz wybitnie mętny, bo nikt nie wie, jak rozwinie się sytuacja polityczna. Jeśli będzie to znowu tylko przepychanka, która skończy się na niczym to gracze przestaną na nią zwracać uwagę. Gdyby jednak fundusze doszły do wniosku, że jest to działanie wycelowane w duża część polskiego biznesu to będziemy mieli problem. Załóżmy jednak scenariusz pozytywny (wybory). Nie wydaje się prawdopodobne, żeby byki miały się szybko poddać. Trzeba odnotowywać, że zostały wygenerowane sygnały kupna. Mogą być one oczywiście bardzo szybko zanegowane, ale trzeba je brać pod uwagę. Najważniejsze jest to, że w połowie września zbiera się FOMC, co będzie bardzo sprzyjało giełdowym bykom. Inwestorzy na całym świecie będą mieli nadzieję, że Komitet albo obniży stopy albo w swoim komunikacie zapowie, że mogą zostać obniżone. Jest więc pod co kupować akcje. Jeśli nie przestraszy graczy jakaś informacja z sektora finansowego to czeka nas dłuższy wzrost indeksów.
Zakładając, że wzrosty są korektą, a nie powrotem do hossy (ja na razie tak właśnie zakładam) trzeba przyjąć, że WIG20 może ruszyć ku 3700 pkt. W bardzo klasycznej wersji fala spadkowa A równa się spadkowej C i z tego wyciąga wniosek wielu analityków mówiąc o spadku indeksu do 3000 pkt. Jednak nie jest to jedyna forma korekty. Na bardzo silnym rynku może przyjąć kształt litery V, a na po prostu silnym C może być bardzo krótkie. Wyjaśnienie sytuacji trochę potrwa, więc mamy dużo czasu nad zastanowieniem się, co robić z akcjami, jeśli się je jeszcze posiada.
Wykres indeksu WIG20

Wykres indeksu MWIG40

Polityka i gospodarka
Politycy przed ewentualnymi wyborami stają się nieobliczalni i bardzo szczodrobliwi. W końcu miesiąca rząd podpisał porozumienie z NSZZ Solidarność, w którym zobowiązał się do podniesienia o 20 procent płacy minimalnej oraz do przesunięcia o rok decyzji w sprawie zmian w systemie emerytalnym (chodzi o wcześniejsze emerytury). Najgorsze nie jest to, że taka decyzja została podjęta w tym właśnie momencie i trybie. Uzgodnienie tak ważnych decyzji z jednym ze związków zawodowych, bez konsultacji w Komisji Trójstronnej jest po prostu skandalem. A informacja o podpisaniu takiej decyzji jej tuż przed zapowiadanymi wyborami jest niczym innym jak kiełbasą wyborczą i zjednywaniem sobie głosów członków NSZZ „Solidarność”. Poza tym stawia się następców w bardzo trudnej sytuacji, bo przecież nowemu rządowi będzie niezwykle trudno, jeśli w ogóle będzie to możliwe, poinformować, że nie będzie dobry dla sporej części Polaków.
Zwiększa się obciążenia budżetu (uważam jednak, że wzrost płacy minimalnej i podwyżka dla budżetówki powinny nastąpić), a to następcom obecnego rządu bardzo utrudni rządzenie szczególnie, że obciążony budżet może okazać się całkowicie nierealny. Spowolnienie gospodarki jeszcze nie widać, bo opublikowany przez GUS raport o PKB w drugim kwartale był bardzo optymistyczny. PKB (dane szacunkowe) wzrósł o 6,7 proc. (oczekiwano 6, 2 proc.). Jak widać gospodarka w drugim kwartale zwolniła jedynie nieznacznie, co musi cieszyć. Jednak warto zwrócić uwagę na bardzo duży wzrost zapasów. Tak duży, że dodał wzrostowi PKB aż 1,9 pkt. proc. Inaczej mówiąc, gdyby nie wzrosły to PKB zwiększyłby się tylko o 4,8 proc. W przyszłości zobaczymy, czy te zapasy zostaną szybko sprzedane, czy spadek popytu doprowadzi do zmniejszenia produkcji. Można z pewnością powiedzieć, że obraz naszej gospodarki nie jest jednoznaczny.
Na przykład Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) swoim raporcie informuje, że Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gospodarce spadł w sierpniu o 1,4 punktu. BIEC podkreśla, że „wiele przemawia za tym, że w końcu ubiegłego roku gospodarka sięgnęła szczytu swych dotychczasowych możliwości rozwojowych, i jak na razie jej potencjał do dalszego wzrostu w najbliższych miesiącach został silnie ograniczony”. Również Wskaźnik Rynku Pracy (WRP) w lipcu zwiększył swoją wartość. BIEC zwraca uwagę, że od kilku miesięcy wskaźnik nie spada, co może sygnalizować ochłodzenie na rynku. Kontrastuje to z poglądem Zyty Gilowskiej, minister finansów, która twierdzi, że apogeum wzrostu mamy jeszcze przed sobą. Zdecydowanie bardziej wierzę BIEC.
Odporny złoty
Złoty co prawda w sierpniu stracił do obu głównych walut, ale była to strata niewielka. Osłabienie naszej waluty było wynikiem realizacji formacji podwójnego szczytu, która powstała na wykresie EUR/USD. Poza tym szkodziło i to bardzo umocnienie jena do dolara. Inwestorzy w panice uciekali z rynków rozwijających się, a to musiało przecenić również naszą walutę. Nie miały najmniejszego znaczenia dla naszej waluty dane makro, czy decyzja RPP, która podniosła stopy o 25 pb. Trzeba jednak odnotować, że w drugim kwartale w Polsce wynagrodzenia wzrosły one o 8,9 procent, czyli szybciej niż w pierwszym (7,1 proc.). Potwierdza to dane miesięczne - płace rosną szybko. Za szybko dla Rady, która dała do zrozumienia, że szybkie wzrosty płac połączone z prezentami od polityków grożą szybkim wzrostem inflacji. W zasadzie można być pewnym, że w tym roku stopy jeszcze wzrosną, a i to nie będzie koniec. Oczekiwanie na podwyżki stóp i na wybory (rynki chcą, żeby się odbyły) powinny pomagać złotemu. We wrześniu nasza waluta nadal jednak będzie podlegała wahaniom zależało od tego, co będzie się działo z kursem EUR/USD i USD/JPY. Faktem jest jednak, że wykres EUR/PLN ostrzega, że niedługo może dojść do wygenerowania średnioterminowego sygnału sprzedaży.
Wykres kursu EUR/PLN

Wykres kursu USD/PLN
